Trzydzieści dolarów- tyle mi zostało po opłaceniu wizy,
pilotów, przewodnika, przejazdów i biletów wstępu do świątyń.
Trzydzieści dolarów-
nawet jeśli się ma „All inclusive”- to w Egipcie za mało. Jedzenia, napojów i
drinków jest tak wiele, że nie sposób wchłonąć nawet połowy- ale już od progu
zabierają walizkę, żeby dostać dolara.
Walizka jest mała, bo po co taszczyć wielką, w kraju gdzie
listopadzie jest trzydzieści stopni. W dodatku ma kółka i sama mogę ją wnieść.
Jednak, co chwila ktoś ją zabiera, by
dostać swój bakszysz. Po drugie na ulicy nie sposób przejść spokojnie, bo ciągle ktoś woła, zaprasza,
nalega, by coś od niego kupić: klapki, bluzki, szale, perfumy i wisiorki
wszelakiej maści. W dodatku woła po polsku: „ Daj mi szansę, ja lubię Polaków!”
Nie wiedziałam, że spotkam tam tylu handlarzy i tyle biednych
dzieci, które za dolara oferują piękne mapy lub stos widokówek, i do tej pory
mi żal chudej dziewczynki, co miała do sprzedania jedynie paczkę papierowych
chusteczek, a ja ich nie kupiłam…
Egipt kojarzył mi się z wielkimi faraonami, Doliną Królów i
piramidami. A tu nikt nie pamięta języka egipskiego, nikt nie naśladuje dumnej
bogini Izydy z odkrytą twarzą i piersią.
Zapomnieli także, że później byli chrześcijanami, że islam
narzucono im siłą i od tej pory Egipcjanki chodzą odziane od pięt do głów.
Nawet te wykształcone, ze znajomością języków obcych muszą zapytać męża, czy
wolno im założyć konto na Facebooku. Z tancerkami może ożenić się jedynie
derwisz, bo dla nauczyciela, bankowca czy inżyniera- to ujma na honorze, jeśli
nawet tańczą jak wiatr. Jedynie Koptowie (chrześcijanie) przechowali stary język
egipski w swoich kościołach, ale jest ich zaledwie sześć procent wśród dziewięćdziesięciu
pięciu milionów całego kraju. Z chrześcijankami wolno się żenić, bo w ten
sposób szerzy się islam, one wchodzą do domu męża i podlegają jego władzy, ale arabce nie wolno poślubić chrześcijanina.
Co za świat….?!
Nikt nie da im wolności- muszą wywalczyć ją same jak niegdyś
nasze sufrażystki. Mam nadzieję, że patrząc na dumne ciała swych bogiń zbuntują
się któregoś dnia, pozdejmują szmaty i razem z nami popływają w morzu. Na
rozległych plażach nad Morzem Czerwonym widziałam tylko jedną Arabkę w wodzie,
w chustce- spowitą w czerń. Była szczęśliwa, że ktoś pozwolił jej pływać.
Puste statki- hotele
czekają na Nilu jak widma. Żeby dojść do
naszej „Księżniczki Sary” przechodzimy
przez siedem pustych pokładów. Turyści
uciekli, pozostawiając bez pracy tysiące rodzin. Tylko Rosjan jest sporo. W
czterystutysięcznej Hurghadzie jak w Białymstoku reklamy są po rosyjsku. Wśród
stu dziesięciu turystów w rejsie po Nilu jest tylko czwórka Polaków: Julia,
Ola, Kamil i ja. Opalaliśmy się na leżakach, na górnym pokładzie, pływaliśmy w
basenie i popijaliśmy drinki. Późną nocą zachwycał nas Nil i światła mijanych miast odbijające się w
falach a kiedy Kamil napełnił szklanki żubrówką z sokiem jabłkowym,
opowiadaliśmy kawały o sadownikach spod Grójca, co mają tak wielkie jabłka, że
jak wyszedł z nich robak- to był większy od konia :) Był to nasz polski wieczór
w pustynnej ziemi egipskiej, w wielkim bogactwie najdłuższej rzeki świata.
Kamil prezentował barwy narodowe i symbol Polski walczącej na
swoich koszulkach. Jego prawą nogę zdobił barwny tatuaż, toteż brano go za
boksera. W jego towarzystwie chodziłyśmy na targ w Assuanie. Ola w króciutkich
szortach i skąpej podkoszulce z papierosem – była jak wykrzyknik w bazarowym
tumulcie. Spoglądały na nią zaciekawione oczy spod zasłon. Jednak nikt nas nie
łajał ani nam nie groził. Przeciwnie. Co chwila ktoś podchodził i zapraszał do
swego kramu. Jeden z Arabów w błękitnej tunice zawołał wesoło po polsku: „ U
mnie nie za darmo, ale tanio!” Śmialiśmy się wesoło, kupując hibiskus i trawę
cytrynową. Czuliśmy się jak bogacze
wydając dziesięć dolarów. Telewizyjny obraz
strasznych Arabów- w ogóle nie
przystaje do prawdziwego klimatu tamtych miejsc. Jednak w wielu miejscach stoją
żołnierze z karabinami i sprawdzają dokumenty naszego kierowcy. Nawet w biednym
Edfu, gdzie podróżuje się na osłach przed wjazdem do miasta stał karabin
wycelowany w nasz samochód. Dlaczego? Nasz przewodnik mówi, że w Egipcie jest
osiem milionów islamskich ekstremistów. Nie wiadomo, kto wjeżdża do miasta i w
jakim celu- stąd ta ostrożność.
Plaża dla turystów nad Morzem Czerwonym w Hurghadzie
Przejście na naszą plażę
Hurghada- miasto kurort od podstaw zbudowane na piasku
Tak płynęliśmy aż do tamy w Assuanie
Płynęliśmy nocą a w ciągu dnia zwiedzaliśmy starożytne świątynie
Świątynia królowej Hatszepsut w Luksorze. Zwiedzających prawie tu nie ma. 15 lat temu terroryści zastrzelili tu 58 turystów ze Szwajcarii, Japonii i Kolumbii.
bar na naszym statku
Świątynia Boga Sobka w Kom Ombo. Nasz przewodnik mówi, że nazwa Kom Ombo oznacza górę złota. Miasto jest tu niewielkie ale bogate. Strzeże go bóg z głową krokodyla. Starożytni Egipcjanie uważali, że im więcej krokodyli jest w Nilu- tym większe będą zbiory.
Ten dorożkarz otrzymał od nas dziesięć dolarów za dowiezienie do Świątyni Horusa. To był jego szczęśliwy dzień - zarobek na cały tydzień na utrzymanie pięciorga dzieci i żony. Koń wychudzony jak większość zwierząt tutaj, choć dla dorożkarza jest członkiem rodziny.











