Pokazywanie postów oznaczonych etykietą EŁK. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą EŁK. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 kwietnia 2017

Moje Mazury



Jezioro Mrozy zwane też Ślepym, ukryte wśród pól jest tak malownicze, że zapiera dech. Idę cicho polną, "Sordacką" drogą, żeby nie spłoszyć wieczoru i słońca wychylonego zza chmur.  Oświetla bajorka wśród pagórków, a ptaki ćwierkają niemożliwie i zalecają się do siebie kołysząc piórkami wśród gałęzi i nawet nie przeszkadza mi specjalnie butelka wioskowego pijaka porzucona pod starą wierzbą i aż drżę, żeby jej nie wycięli po ustawie Szyszki, gdzie piły pracują dzień w dzień i wycinają stuletnie orzechy i jesiony. I co z tego, że „właściciele” powsadzają w ogródkach tyczki z Biedronki co mają dwa liście na krzyż... Przecież się nie doczekam aż wzrosną do nieba. Więc idę cicho i prawie zamieram na widok całego szpaleru posiwiałych, omszałych wierzb z mojego dzieciństwa. Tam ukryły się moje duchy i nie chcę spłoszyć ich zbyt głośnym krokiem, więc zamieniam się w kota, i na palcach zaczajam się na chmury w bagnie i omszałe pieńki, i pochylone kołki, i wszelkie chwasty drapichrusty. Czy nie ma racji Ajahn Brahm mówiąc, że największym szczęściem jest spokój wiosennego zmierzchu, gdy zmierzch i ja to jedno...?
A potem, gdy karta jest pełna, wracam szybko, by zdążyć na ósmą, wziąć prysznic i czekać aż przyjadą Ci, z którymi kończyłam liceum. Przyjechali w sam raz, gdy  byłam już sucha i przebrana . Nawet nie trzeba się malować ani upiększać. Fajnie jest. Pojechaliśmy do pubu „Między wierszami” nad Jeziorem Ełckim. Na promenadzie elektryczne gwiazdy odbite w mokrej tafli od brzegu do brzegu i drinki „Lady blue” w wysmukłych kielichach z turkusową wiśnią. I nasze rozmowy, „co nic nie znaczące a tak podobne do jaskółek lotu” lub podstarzałych bocianów:

-Mów głośniej, bo nie słyszę na lewe ucho!

-A ja nie widzę na prawe oko!

- Pochylcie się, coś wam powiem... ja mam prostatę! Kto następny....?

 I śmiech wybucha jak huragan wśród książek i kielichów w sympatycznej sali z wieszakami u wejścia. Tylko brać i zabierać koronkowe szale i płaszcze bywalców:

- O ten by mi się przydał- mówi Asia biorąc do ręki ażurowy szal
-A mnie apaszka- mówi Jacek przymierzając chustę i zaraz dodaje:

Dobrze, że po was przyjechałem, bo ostatnim razem do Ustki jechałyście cały dzień. Jak można tak długo jechać? przecież z Łodzi do Gdańska jest autostrada? Jak was zaproszę na Wielkanoc to zaproszenie wyślę w Boże Narodzenie

- No wiesz, nie lubimy autostrady, wolimy drogi boczne i trzeba się zatrzymać a to na hot doga a to na placki ziemniaczane...- wyjaśniam

-Trujące żarcie...mówi z powątpiewaniem

-U nas są dużo lepsze Mc Donaldy niż w  Kanadzie. Tutaj jest

 mięso z mięsa -tłumaczę patriotycznie

-Akurat!- oponuje Jacek- jak facet w Nowym Yorku zadławił się rybią ością i podał Mc Donalda do sądu to przegrał, bo udowodnili, że w fish maku nie ma ani grama ryby!

-To tylko a Ameryce tak jest, u nas jest dużo zdrowiej- mówię dalej-

-Jasne, mówi Jacek -u nas przed Mc Donaldem jest czerwony krzyż PCK i obsługują pielęgniarki....!

-To jest argument bez odparcia, nie ma co....nikt z nim nie wygra w potyczce, nawet bez rozpędu

            Fajnie jest wracać po kieliszku w mazurską noc, wśród lasów, gdy taxi cicho mknie i recytować  z pierwszej klasy: o niedźwiedziu, który mocno śpi  i o Wergiliuszu co miał tych dzieci sto dwadzieścia troje.

-Ale czemu ich tyle miał...? Przecież nie był szejkiem …? zastanawiam się głośno

- Był erotomanem podobnie jak ja... mówi Jacek

-A u nas też jest taki Wergiliusz tylko inaczej się nazywa- wtrąca wesoło Grażyna – nasza germanistka, która pracuje w przedszkolu w okolicach Chicago.

-Dobrze się tam czujesz? -pytam

-Bardzo dobrze, ludzie otwarci, weseli, dzieci też są ze mną i wszystkie pracują. Trzynaście lat to kawał czasu. Zawsze byłam szalona....

 I znowu słyszę jej śmiech sprzed lat na sali gimnastycznej, kiedy leżała na klepkach z nogami na drabinkach

-A ja pamiętam piosenkę o listonoszu, to moja ulubiona, słuchajcie:

-„ Napadli zbóje na listonosza/ kiedy pieniądze miał w kieszeni/ a listonosz dzielny zuch /zbója w plecy buch buch buch/ sam sobie radę dał!"

- Dzieci to lubią ostre piosenki, takie są!- zauważa Asia i dodaje:

Ja już mam pomysł na emeryturę, jak tylko przejdę, zakładam swoją firmę.

 I jak tu ich nie kochać....?


     A oto i Ono -małe jeziorko wśród pól


To tutaj szłam na palcach


   



    przez pola


wśród znajomych


  Dziadkowie wciąż się trzymają


nawet bez drugiej ręki....


   Pokaż się bajorko



      Ty także jesteś ładna



   

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Nieśmiertelność w Ełku

W Ełku chłodny wiatr i dachy domów mokre od deszczu. To miasto mojego dzieciństwa. W budynku szkoły muzycznej- urząd gminy. Obcasy stukają co chwila po gołym betonie. Dawniej byłam zachwycona miękkimi dywanami które tłumiły kroki. Kiedy wychodziłam na balkon za drzewami szarzało kino Polonia. Teraz siedzę w bistro i czekam aż się rozjaśni. Dawno temu był tutaj Hortex a na wprost „ Bajka” i fotograf.
Któregoś dnia do Bajki wszedł znajomy elektronik, zamówił mały koniak i powiedział:
- Czy wiesz, że z naukowego punktu widzenia-ludzie nie powinni umierać. Śmierć to problem –techniczny
- Czytałam Mulforda -Przeciw śmierci-  powiedziałam
- Nie mówię o fantastyce i marzeniach- powiedział z naciskiem- Mówię o nauce. O tym, że nieśmiertelność jest możliwa.
To było 15 lat temu w dwutysięcznym roku. Zobaczyłam go znowu po 6 latach. Problem znikających elektronów, nad którym pracował 20 lat - nie został rozwiązanya on już nie mógł pracować. Włożył w to wszystkie swoje siły i koniec. Zacięło się. Nie mógł ani spać, ani pracować.
Na utrzymanie wydawał 50zł tygodniowo. Pisał ołówkiem, gotował pomarszczone kartofle na obiad a na kolację pół czekolady. Tak mijały kolejne lata.
- A jednak zobaczysz, że dopnę swego- powiedział z przejęciem
- Dopnę swego i ożenię się
- Z kim?- zapytałam
- To musi być dziewica i będę miał trzy córki
- Masz 50 lat, ale nie jesteś szejkiem. To nierealne- powiedziałam.
Pomyślałam w duchu, że zbzikował i temat się urwał.
Jednak dziś, gdy za oknem deszcz a w bistro szumią silniki lodówek, pełnych tortowych ciast- przypomniałam go sobie, bo przeczytałam artykuł o nieśmiertelności, w którym było to samo zdanie, które on kiedyś powiedział. To mnie uderzyło.
-„ Ludzie umierają z przyczyn technicznych a nie metafizycznych”, bo serce nie tłoczy krwi, bo komórki rakowe, bo…
Z artykułu wynikało, że ludzi jest za dużo, że masy są zbędne i bezsilne-ale to nic nowego, bo im więcej maszyn, coraz lepszych maszyn- tym mniej potrzebni są ludzie.  Nie opłacają się. Przestanie się liczyć nawet tania siła robocza z Afryki i Azji. „Pojawią się całe masy ludzi zbędnych, którzy nie będą mieli wartości” Będą coraz większe różnice między klasami.
Ale największa różnica będzie taka, że niektórzy – ultra bogaci- nie będą umierać może już za sto lat.
Artykuł jest przedrukiem rozmowy dwóch osobistości: noblisty w dziedzinie ekonomii- Kahnemanna i profesora historii Noaha Harrari
„, kiedy mózgi i komputery będą mogły bezpośrednio się ze sobą kontaktować- to będzie koniec historii i biologii, jaką  znamy”
„ ciała i umysły będą następnymi, głównymi produktami”
„ Najbardziej interesującym miejscem na świecie jest Dolina Krzemowa a nie Bliski wschód”, bo tam powstaje nowa religia- transhumanizm i to ona zapanuje nad światem.

                           Rozmowa Daniela Kahnemana w rozmowie z Yuvalem Noahem Harrarim, Gazeta   wyborcza, 4-6 kwietnia 2015, s 13-14.












piątek, 15 sierpnia 2014

W słońcu i w deszczu


Trudno opuścić malownicze jeziora, więc jechałam  z Ełku powoli, krętymi drogami aż do Mikołajek skąpanych w deszczu. Zjadłam obiad  w  barze, wśród  kwiatów i krzewów. Po lśniących kamieniach wszedł przystojny żeglarz z włosami do ramion.  Cóż, halibut Renaty  i poranna sielawa z patelni były o wiele lepsze, ale Mikołajki  mają swój klimat.  Widać je z daleka jak klamrę jezior.  Szłam ulicą aż do  kościoła augsburskiego  na wzgórzu. Wśród aksamitek  do pasa – stał ogromny posąg  Chrystusa.
 Z kościoła wyszło dwoje ludzi. Nie byli młodzi i nie byli piękni. Dwie chude szkapy, podstarzałe, ale w ich przytuleniu i delikatnej tkliwości było coś uroczego.  Patrzyłam jak schodzą z dziedzińca  i znikają w uliczce na wodą.  Łodzie ściągały do portu. Kobieta przed lumpeksem czekała na klientów, ale nikt nie wchodził.   Smutne manekiny spoglądały z wystawy na odnowione kamienice. Ten lumpeks tu nie pasował. Ale  sklep indyjski z torbami we wszystkich odcieniach różu i fioletu wyglądał w uliczce jak obraz.
 Między starymi murami z patynami tynku, w głębi podwórka  stał śmieciarz i upychał coś do torby. Miał stary  rower z odzysku.    W kolorowej, zamaszystej kurtce w szerokie pasy szedł Niemiec jak soczysty brojler. Gdyby nie gumowe podeszwy, mógłby stukać obcasami o podmokłe kamienie. Miał pięknie siwe włosy. Lekki deszcz im służył.
 Jechałam dalej, zatrzymując się nad mijanymi jeziorami aż do Rozłogów. Wielkie świerki i sosny po drodze zawsze dodają mi sił.  Tu czuję się jak w domu. Drogi szybkiego ruchu męczą mnie i drażnią. Ich wielkie ściany co chwila zasłaniają widok, toteż nic nie goniło mnie do przodu. Siedemdziesiąt kilometrów przed Warszawą zaczęła się ulewa. Dochodziła jedenasta. Było ciemno.  Zatrzymałam się przy restauracji obok nieczynnej stacji benzynowej i  pomyślałam, że poczekam tu do świtu. O północy podjechał jeep. Wysiadła z niego  dziewczyna  w bardzo obcisłej sukience. Wyrzuciła papierosa do kosza i odeszła, kołysząc się na szpilkach. Jej długie włosy falowały w świetle.
 Po północy pojawił się ogromny, stalowy tir „Biedronki” z napisem : Wspieramy Polskę i powoli podjeżdżał pod sklep. Zapakował kontener do magazynu i z hukiem odjechał.  Ostatnia para wyszła z restauracji. Zapadła cisza. Obudziłam się około czwartej nad ranem w wielkiej mgle.  Wyjechałam na drogę 61.  Na najbliższej stacji benzynowej sprzedawca spał na stołku na siedząco, opierając głowę o ścianę. Nie budziłam go.




niedziela, 9 marca 2014

FIFTY TIES



Many years ago, in the beautiful city  of Ełk, Poland in the sunny summer-evening -Darek invited me to the cinema on the mad film with Kasia Figura. She looked so beautiful  and sexy in shorts, but the content of the movie with hot dogs - where instead of sausages were boiled thumbs was disturbing.

We spoke  silently about the formation of the world the way as if we knew all, sitting in darkened row close to the exit:
       -  I saw once an old drawing, where was in abundance of homunculi: the manikin in the nose, in the beard, on the forehead, everywhere. They were not  mistaken . It was their simplified premonition that from any of our parts, any cell, one could reproduce the whole man.
         - From one cell you can reproduce  even the whole universe -  said Darek.
I looked at him with the admiration. It impressed  me, that he  had studied couple of languages,  that he used to write to a Japanese girl, that he used to walk nightly through the woods without fear.
-       Aren't you afraid  of falling  asleep under  a spruce?
-       I like the moon- he said . And generally it is hard to doze off .
-       Why?
-       When I fall asleep, the part of me detaches and starts wandering.  I am connected to my body only with a stretched, very thin thread. At times I am afraid that I will wander beyond the point of  return.
I looked at the screen. The cyborg's ripped off shoulder grew back and Kasia sat on her tucked up feet with bright socks and laughed wholeheartedly, lighting up the gloomy picture. We left in the middle of the movie because I was sick of it . We went over the lake.
-       Why do you want to become a priest?"
-       Because I have a vocation."
-       When you played the guitar at the bonfire and you looked at that girl, somebody said that you would make such a priest as from the goat′s
 trumpet the trombone -  I concluded.
Darek responded with a vibrant laugh, shaking his copper hair, saying: " I want to try it, though."
We were walking for a while taciturnly. He was over 6' 3" and streetlamps were projecting his long shadow on the waving lake waters.  Afterwards we approached the cemetery. Tranquility of the place, stones glittering gently,  intensified the monuments' spirit-like look.
-       Your mother complains that you stopped eating meat and even a broth…"
-       I will not eat soups from corpses", he said cheerfully. It is not for me.
         Could you review the grammar with me? I must pass an exam…
I agreed although I kept getting lost at the parsing mile-long sentences.
We returned very late , perhaps after midnight, as right now, when I look at the clock.

Darek gave up the seminary something like at the second year. He met the girl of his life and left with her for Chicago. He called me after ten years unexpectedly. I was walking a long hallway. Curtains  blew in the open windows. Surprised I got tangled into one of them.
-       What do you do there? I asked.
-       Whatever it takes - he answered laughing as before.
-       We both have to work hard. We have two daughters.  We live in distant suburbs. Everything on payments. We are not rich, but we love each other and we have ourselves. Come to us, so we can enjoy some swim. We need to walk a little bit to the beach.
-       What do you do for a living?"
-       The housekeeping, insurance..., I am completing a college course for a professional cook. Lately on a weekend at a millionaire's. I take care of him. I drive a hundred miles. He  gave me fifty silk ties…

                  

                                                                                Translated by  Darek  

                                        Washington


                                    Nowy Jork



                                                      Ełk

środa, 1 stycznia 2014

KRASNALE


Nie pamiętam tak ciepłej wigilii ani świąt.   Słońce na szosach, kierowcy tankują w sweterkach, jeziora falują i błyszczą. Nocą pięknie wygląda dąb przed starym kościołem w Ełku. Ubrano go w świetlne łzy. Ten kościół na Wojska Polskiego pamiętam sprzed lat. Mówiono o nim - duży. Czasem przychodziłam tu z mamą w białych pantofelkach na południową mszę latem i nie mogłam doczekać się końca. Wolałam „mały” Kościół Św. Wojciecha, bo po drodze mijałyśmy koszary, gdzie za bramą stali żołnierze i dawali mi kilka paczek przepysznych sucharów. Poza tym, pod kościołem ,w granatowej walizce leżały stosy różowych i zielonych lizaków. Otwierała ją starsza pani i sprzedawała. Były jeszcze piłeczki na gumkach i świderki z kminkiem. Ołtarz błyszczał tak samo jak dziś i zapowiadał, że po mszy dostanę wiatraczek na patyku i lody na wafelku. Wtedy  miasto liczyło czterdzieści tysięcy mieszkańców i miało dwa kościoły. Teraz jest ich dwanaście, choć mieszkańców niecałe dwadzieścia tysięcy więcej. Mały kościół to obecnie katedra, bo Ełk ma także biskupa.  Kościoły powstają lawinowo niemal jak   Biedronki.
-Skąd biorą pieniądze na budowę?
- Ksiądz na ambonie ogłasza, że rodziny mają płacić po 28 zł od osoby- odpowiada młoda kobieta.

Jeśli chcą to niech płacą. To nie mój problem. Jednak te nowe kościoły są w większości brzydkie i to mnie drażni. W drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia o dziewiętnastej jest koncert chóru „Kontrapunkt”  w dużym kościele. Organy brzmią metalicznie i zimno. Pod ogromną choinką z prawej strony ołtarza bawią się dwulatki. Potem wchodzą do konfesjonału i stają na ławeczce do spowiedzi. Wkładają paluszki w drewnianą kratkę i śmieją się w głos. Chórzyści w białych szalach wychodzą przed ołtarz i śpiewają  kolędy. Organy zamilkły , bo śpiewają o wiele piękniej niż one. Kościół jest pełen. Nagradzamy ich oklaskami. Maluchy przerywają zabawę i klaszczą za każdym razem z wielką powagą jak kolorowe krasnale. 

                                                 Tu odbywał się koncert 26.12.2013 r.

                                        Widok na kościół przy ulicy Wojska Polskiego




       Most prowadzi na wyspę, gdzie był gród Jaćwingów a później   zamek krzyżacki a w PRL zapuszczone więzienie.

                   
                                      Jezioro Ełk

                            Promenada wokół jeziora





Orient-Express

  Czy życie nie jest piękne? Jeszcze wczoraj wieczorem zalało mi kuchnię, bo urwał się zawór zimnej wody pod zlewem, i popłynęło strumieniem...