Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dotyk ziemi york jordan durvill de carde linia śniegu mistycyzm pamięć oczu erotyzm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dotyk ziemi york jordan durvill de carde linia śniegu mistycyzm pamięć oczu erotyzm. Pokaż wszystkie posty

sobota, 10 sierpnia 2013

WILGOTNE KONIE PLAŻ



Kiedy po raz pierwszy przeczytałam „ Linię śniegu” Yorka Jordana – byłam zdumiona. A sam autor wydał mi się postacią z filmu lub baśni – z rewolwerem i burzliwą biografią na drugim krańcu Ziemi.
York Jordan, Zbigniew Zerwal- Uramowicz, Durvill de Carde, Wu Wei – to jedna i ta sama osoba. On zmienia nazwiska, bo się ukrywa- powiedział jego znajomy. Może tak właśnie jest?
Ale to nie zmienia faktu, że urzekła mnie jego poezja:

bo przecież ważne są tylko konie
co we mnie żyją
bo gdy umrą
bo gdy odejdą
i ja przestanę być
jak mógłbym kochać
nie będąc szalonym
jak mógłbym wierzyć
                   (York Jordan ( an, Linia śniegu, wyd .Latona,  1991 r.)

Jego niezwykłe wiersze dzieją się wśród galaktyk i wielkich rzek, które sam przemierzał i wśród diamentów, których szukał naprawdę – „ wielkich jak wilgotna góra snu”i wśród niezwykłych ptaków podobnych do kobiet, i „ aromatycznych” podobnie: „ ooo mruczą ptaki ooo”
Zauroczyło mnie  w tej twórczości coś męskiego- wolnego.

„ konie bez kopyt wszędzie słyszą drżenie”

„ tak pełne koni jest niebo jesieni
pełne końskich łez pachnących potem”

„ patrz tu będzie równina martwych
i  wytoczą się w morze opętani
jeźdźcy świateł
i w pobliżu nie będzie nikogo
tylko te oszalałe palce
liżące skórę
i ten ciepły wiatr
pełen piasku
zaczajonego na wilgotnych
koniach plaż”
                        (Linia śniegu, wydawnictwo Latona, s. 49)

Wśród gorących, pulsujących rytmów pojawia się Bóg, któremu na imię samotność. Podmiot liryczny tych wierszy jest nieśmiertelny. Nieśmiertelny jest także główny bohater „ Pamięci oczu”. Odbywa pokutę w małym, zapomnianym kościółku pod misą święconej wody. Parzy go każda kropla. Na kartach powieści pojawia się jako malarz, robotnik, podróżnik bez wizy, więzień i poszukiwacz przygód. Świat realny jest dla niego zasłoną, którą co chwila odsłania. Świat po drugiej stronie nie jest rajem. Jest dziwny i pełen narkotycznych wizji. Wizje i seks są tematem tej powieści.
Wzajemne pożądanie ojca i córki, małego chłopca i nauczycielki, tajemnicza postać homoseksualisty w mroku Wenecji, pełne szaleńczego erotyzmu zakonnice w odosobnionym klasztorze, erotyczne sny księdza, śmierć dziewczyny z powodu braku mężczyzny…
To, co skrywane, potępione lub sprofanowane- jest tematem tej książki. Nawet maszyny w hali fabrycznej są pięknymi wiedźmami:

„ Podstawiały mi pod usta swoje piękne brzuchy, kolana, pośladki. Całowałem je ukradkiem. Pachniały dymem i seksem. Nie mogłem się powstrzymać, by nie dotykać, tłustymi od smarów dłońmi, ich jędrnych kształtów.[…]Chciałem kochać się z nimi. Zapragnąłem nagle wziąć je wszystkie. […]Halą dwudziestą, w dziesiątym miesiącu mojej pracy powiał wiatr pełen miłości)
       (Durvill de Carde, Pamięć oczu, wyd. Przedświt, s. 186)

Cóż to za barokowy facet- pomyślałam w pierwszej chwili. Drażniły mnie nieustające, ekspresyjne słowa:

 „ wczepiłem palce nóg w granit i trwałem tak, pożerając świt zębami płuc[…] Rzeko- powiedziałem- którą wybrałem. Cicho się rodzisz, wściekle kąsasz matkę, gorejąca, nieokiełznana rzeko mojej woli”
Ale powieść wciągała mnie coraz bardziej. Brzmiała jak spowiedź, jak intymny pamiętnik autora.

„Śniły mi się owce ubrane w klejnoty[…]Spodnie pękały mi pod sutanną[…]Szaleństwo klasztoru było we mnie. Jęczałem cały, wyłem.i mniszki jęczały. […]Wszystkie miały to w tym momencie[..]Nie ma przykazań. Jest zwierzę- człowiek bez skazy. Posłuszny naturze i Bogu”

Nie ma wolnej miłości- śpiewała przejmująco Martyna Jakubowicz. Ale tutaj jest- na każdej stronie. Główny bohater jest wolny. Jest także okrutny. Jego kobiety są nieme. Zostawia im wspomnienie szalonej miłości i odchodzi. Jest wolnym chłopcem, który mówi o sobie: „ Nie byłem piękny”.

„ Nieruchomy, płynny balsam Pacyfiku obmywa zmęczone słońce. Spędziłem tam długie tygodnie samotny, skaczący , szalony. Patrzyłem ze szczytów wydm w rozgwieżdżone, pachnące niebo. Dotykałem gwiazd ustami.[…] Żyłem.”

Każda strona tej książki była mi bliska. Moje dawne wizje znalazły tu prawo istnienia.
Napisałam do autora list na adres wydawnictwa „Przedświt” i po długim czasie dostałam odpowiedź z Niemiec, gdzie chyba mieszka do tej pory. Dostałam także dwie  książki z dedykacją. Od tamtej pory zaczęła się nasza korespondencja. Otrzymywałam listy nawet z dalekich Filipin, gdzie Zbyszek wyjeżdżał każdego roku.

„Gdybyś był czysty
szumiałbyś trawą
mną byłbyś
smakiem wody”
( Zb. Zerwal-uramowicz, Smak wody,wyd, Przedświt, 1998r.)

Ostatnią książkę otrzymałam chyba dwa lata temu. Nosi tytuł: Dotyk Ziemi. Zbyszek napisał ją jako Wu Wei ( po chińsku: niedziałanie). To inny Zbyszek.  Jakoś mi do niego nie pasuje „ jezusowa chata”, choć jest mnichem zen. Otwieram czasami tomik leżący na parapecie i czytam: „Boimy się tylu rzeczy/ najbardziej boimy się nieśmiertelności”
A potem znajduję wiersz, w którym płynie znajomy strumyk:

„ w bezruchu przedporannych cieni
przeczuciem niepojętych barw
wtańczył  się w moje
rozchylone usta
niepokalany
    Bytu
  Czar”



I wszystko pięknie, wracam do domu, do świątyni- tylko    "niepokalaność” drażni.











Orient-Express

  Czy życie nie jest piękne? Jeszcze wczoraj wieczorem zalało mi kuchnię, bo urwał się zawór zimnej wody pod zlewem, i popłynęło strumieniem...