Pokazywanie postów oznaczonych etykietą FRANCISZEK ORŁOWSKI. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą FRANCISZEK ORŁOWSKI. Pokaż wszystkie posty

piątek, 12 grudnia 2014

Śmierdziele

 Podjeżdża mały bus. Sześciu pasażerów. Tyle nas jest razem ze mną. Busik podstarzały i raczej brudny, ale kierowca dość uprzejmy. Cóż, kiedy na dłuższym przystanku bierze do ręki usztywniony kabelek i grzebie nim w uchu. Później wyciera koniec palcami i jedzie dalej. Kabelek leży między papierami i maskotkami na pulpicie aż do następnego postoju. Kierowca znów wkłada go do ucha, czyści je starannie, wyciera palcami i rzuca na pulpit. I uściśnij takiemu rękę! Ogarnia mnie złość i stają mi przed oczami różni śmierdziele, których musiałam oglądać i czuć w różnych miejscach. Nie są bezdomni ani pijani.  Mają domy i stałą pracę. Facet z biura ze słuchawkami na uszach, zagapiony w Internet, fotograf w całkiem niezłym studio, elektryk… itp. Nie da się ich ominąć, po prostu się trafiają- bywają nawet kierownikami.
Piszę o tym, bo przeczytałam artykuł na temat  Franciszka Orłowskiego -artysty, który  zadawał ludziom  pytanie, czy chcesz zamienić się ciałem z kimś innym i dla przykładu zamieniał swoje czyste koszule i spodnie na ubiór spotkanych bezdomnych a potem z tych ubrań uszył namiot i umieścił na wystawie. W tym śmierdzącym namiocie można było posiedzieć.
Być może jest w tym chrześcijańska idea miłości do bliźniego, ale wymiana koszuli nie zmieni bezdomnego i nie zbuduje mu domu. Żeby komuś pomóc, trzeba włożyć bardzo dużo wysiłku. Nie wierzę w pojedyncze akty.
Kilka lat temu spotykałam młodą kobietę, która często piła. Mąż pracował na budowie i bił ją regularnie.  Miał wyrok w zawieszeniu za znęcanie się. Mieli dwoje dzieci w wieku 4 i 6 lat. W końcu policja je zabrała i umieściła w domu dziecka. Kobieta obiecywała sobie, że przestanie pić, ale piła nadal.  Jej ciało było pełne siniaków. W końcu męża zabrano do więzienia. Poprosiła mnie o pomoc w znalezieniu pracy. Powiedziałam, że musi jechać do szpitala na odwyk, bo nikt jej nie zatrudni.  
-   Pojadę- obiecała.
Zobaczyłam ją po pól roku -nabrzmiałą od alkoholu.
- Myślałam, że pani będzie lepiej bez męża- powiedziałam z wahaniem.
-Jest lepiej-  teraz, choć wiem, że żyję- odparła,  ale wyglądała gorzej niż kiedykolwiek.  Odeszła powoli niepewnym krokiem. Zmarła po roku. Zabił ją denaturat.
Raz w roku stawiam świeczkę na jej grobie i myślę: Gdybym wtedy zawiozła ją do szpitala i zrobiła coś więcej, być może stanęłaby na nogi.

Happening koszulowy to pestka, ale zaangażowanie się w czyjeś życie, gdy nie ma nawet jednej czwartej pewności, że to je zmieni- to prawdziwy ciężar.


Orient-Express

  Czy życie nie jest piękne? Jeszcze wczoraj wieczorem zalało mi kuchnię, bo urwał się zawór zimnej wody pod zlewem, i popłynęło strumieniem...