Ostatnie dni sierpnia spędziłam w Ustce. To było niespodziewane zaproszenie od przyjaciół ze szkolnej ławy. Napisałam długi tekst z wrażeniami, lecz po namyśle usunęłam go. Niech pozostanie między nami. Nie wszystko na sprzedaż. Jednak trochę słońca z tych dni zostawiam na tej stronie w postaci zdjęć. Pozdrawiam Was:)
wtorek, 8 września 2015
sobota, 5 września 2015
Dwa tygodnie wolności
Urlop zaczął
się wielkim księżycem. Dwa tygodnie wolności. Nadszedł pierwszy dzień. Trudno wypaść
z rytmu codziennej pracy i przestawić się, więc sprzątam dom, samochód i pakuję
walizki jakbym jechała na dwa miesiące. A niech tam! Będę miała czas na
przymierzanie. Jeszcze jedna torba, bo może trafi się okazja na
wielkie wyjście z popisową suknią i
jeszcze plecak mały na wycieczki i kajak. Kajaka nie zabieram :). Worek plażowy, akumulator do
aparatu, laptop, torba z butami, koc na wszelki wypadek gdybym miała gdzieś
przysnąć po drodze itp., itd. Użyję mało rzeczy, ale lubię ten majdan-
przygotowania do podróży. Czuję się jak John Steinbeck, który wybierał się w podróż
swoim wielkim pick-up’em imieniem Rosynant. Kwiaty są czerwone, okna bardziej
niebieskie, pranie poskładane. Wyruszam o siódmej rano a tu masz- w kole kapeć.
Najechałam na gwóźdź. To pewnie ten złośliwy strażnik- myślę. Spisek. Wepchnął
mi szpilkę za to, że stałam pod sklepem
w nieprzepisowym miejscu. To jego sprawka… Z teorią spiskową w głowie i przekleństwami w ustach wymieniam koło i jadę
do wulkanizacji. Jeszcze raz sprawdzam czy mam wszystkie torby i wreszcie
wyjeżdżam o 10.30 w początkach upału. Kierunek Lublin przez Spałę. Pierwszy przystanek- ulubiony nad Pilicą wsród lasów, gdzie o tej porze otwarte letnisko i niewielki
bar. Kawa na drewnianym tarasie z malowniczym widokiem. Mała gromadka objada
się grillami. Tutaj Bukowski pisałby o
pierdzeniu swoje słynne traktaty i już widzę ogromne, amerykańskie lody
zaprawione „cojones” gdy wtem- na rzece
coś się dzieje. Do brzegu podpływa kajak. On pijany jak bela wysiada i stoi w
wodzie do pępka. Chyba ma zamiar coś zjeść… ale rozmyślił się i znowu chce
wsiąść. Jednak ma wielki kłopot, więc wpadł do rzeki. Ona wściekła. „Ty głąbie,
ty stary pijaku”. Jego łysy łeb trzeźwieje w chłodnej fali. Wstaje, ale nurt
spycha go dalej. Już wszyscy stoją i patrzą. Zostawili grille. Ona siedzi, on
znów się gramoli, ale i tym razem chlup do wody. Ale wesoło. Ona podaje mu
wiosło. Wstaje, walczy z nurtem. Na szczęście płytko. Tylko do pasa. Przymierza
się z drugiej strony. Tym razem prawie się udaje, ale chlup wywalił cały kajak.
Oboje leżą w w rzece. W kajaku pełno wody. Wywlekli go na brzeg i zbierają
klamoty. Czapka i okulary popłynęły z nurtem. Wesoły dzień nie ma, co. Minęło
pół godziny. Pora jechać dalej.
Czeka na mnie lubelska starówka
cebularze na rynku, szarlotka z lodami i cydr
i malownicze krajobrazy nad Ciemięgą
I jeszcze ktoś....
A potem jadę dalej na Podlasie do Grzebieni. Do granicy z Białorusią tylko 10 kilometrów. Tu kończy się Unia Europejska lecz diabeł nie mówi -dobranoc.
W Nowym Dworze kopuły cerkwi
i ulubione drewniane chaty wsród "dziadów". ( to te żółte- wysokie)
i dom do którego zmierzam- gościnny domek z niskim płotem omszałym
Drzwi stoją otworem. Jola i Wojtek zachowali wszystko co się dało w tej skromnej chacie sprzed lat. Nie wiedziałam, że ze wzruszeniem otworzę drzwi. Takich klamek już prawie nie ma. Fanar też jest i kołowrotki.
i sypialnia z orczykiem przy piecu kaflowym, który służył mieszkańcom do końca. On był cieślą i zostawił swój ślad na pięknej cerkwi w Nowym Dworze a jego wnuk i prawnuk pielęgnują to miejsce. Portret dziadków wciąż wisi nad łóżkiem a w zimowe wieczory huczy ogień w kominie. Sercem tego domu jest Jola. Maluje, szlifuje, ozdabia kwiatami i spędza tu każdy weekend od kilku lat. W drewnianej chacie jest chłodno w upalne dni. Aż miło wejść i zasnąć w głebokiej ciszy, gdy wokół dzwoni owies.
i obudzić się rano w wielkim ogrodzie, gdzie czeka śniadanie pod mirabelką a po drugiej stronie wielkie cienie lip.
A potem nadchodzi wieczór i przyjeżdżają kolejni goście. W dymie ogniska i chmurek z papierosów pada słowo: "Pokłosie".
- Ja nie rozumiem- mówi A - czemu ludzie tak się emocjonują tym filmem, przecież tak było. Polacy to nie są niewiniątka.
- Ale skąd oni wzięłi te straszne mordy? Wychowałam się na wsi i takiej mordy nie miał nawet wiejski kapuś...?- mówi B
- Dlaczego nikt nie zrobił filmu o Wołyniu? W Jedwabnem zamordowano 1600 osób a na Wołyniu 120 tysięcy a może i sto sześćdziesiąt...? I nic. Wielu Polaków nawet o tym nie wie.- wtrąca trzeci głos
- Moja babka była Ukrainką i mówiła, że na Lubelszczyźnie Polacy tak samo mordowali Ukraińców- wtrąca niespodziewanie młoda kobieta
- Wątpię, by obcinali kobietom piersi i rozrywali niemowlęta- mówi trzeci
- Polacy to byli panowie. To oni nadziewali kozaków na pal-odpowiada Ukrainka
- To było kilkaset lat temu. To była dzicz. W czasie wojny z jednej strony napadli na nas Niemcy z drugiej strony Rosjanie a Ukraińcy wbili nóż w plecy. Nigdy nie zapomnę opowieści dziadków z czasów wojny. Sąsiad poszedł do lasu na grzyby. Ukraińcy obcięli mu dłonie i stopy i wydłubali oczy, by nie mógł wrócic do domu. Tylko dlatego, że był Polakiem.- Trzeci głos nerwowo zapalił papierosa.
W tym momencie sielankowy nastrój ogniska diabli wzięli. Gospodarze przynieśli kolejną butelkę wina z własnych winogron i taktownie zmienili temat jednak słowa wisiały w powietrzu jak daleki grzmot.
A potem nadchodzi wieczór i przyjeżdżają kolejni goście. W dymie ogniska i chmurek z papierosów pada słowo: "Pokłosie".
- Ja nie rozumiem- mówi A - czemu ludzie tak się emocjonują tym filmem, przecież tak było. Polacy to nie są niewiniątka.
- Ale skąd oni wzięłi te straszne mordy? Wychowałam się na wsi i takiej mordy nie miał nawet wiejski kapuś...?- mówi B
- Dlaczego nikt nie zrobił filmu o Wołyniu? W Jedwabnem zamordowano 1600 osób a na Wołyniu 120 tysięcy a może i sto sześćdziesiąt...? I nic. Wielu Polaków nawet o tym nie wie.- wtrąca trzeci głos
- Moja babka była Ukrainką i mówiła, że na Lubelszczyźnie Polacy tak samo mordowali Ukraińców- wtrąca niespodziewanie młoda kobieta
- Wątpię, by obcinali kobietom piersi i rozrywali niemowlęta- mówi trzeci
- Polacy to byli panowie. To oni nadziewali kozaków na pal-odpowiada Ukrainka
- To było kilkaset lat temu. To była dzicz. W czasie wojny z jednej strony napadli na nas Niemcy z drugiej strony Rosjanie a Ukraińcy wbili nóż w plecy. Nigdy nie zapomnę opowieści dziadków z czasów wojny. Sąsiad poszedł do lasu na grzyby. Ukraińcy obcięli mu dłonie i stopy i wydłubali oczy, by nie mógł wrócic do domu. Tylko dlatego, że był Polakiem.- Trzeci głos nerwowo zapalił papierosa.
W tym momencie sielankowy nastrój ogniska diabli wzięli. Gospodarze przynieśli kolejną butelkę wina z własnych winogron i taktownie zmienili temat jednak słowa wisiały w powietrzu jak daleki grzmot.
poniedziałek, 3 sierpnia 2015
Czarownice Giedymina
To, co mnie ucieszyło najbardziej w
malowniczym Wilnie to wesoły autobus
pełen polskich nastolatków w białych podkoszulkach z motylami w kolorach
litewskiej flagi i napisami: POLSKA
LITWA. Od lat próbujemy
łatać kilkuset letnią unię z sąsiadami
i kiepsko to wychodzi, więc ta łatka skrojona z ułańską fantazją, unosząca
skrzydła do lotu napełnia mnie optymizmem. Chciałabym odwiedzić polski cmentarz na Rossie i zobaczyć tam
przed wejściem także polski napis, bo przecież odwiedzają go głównie rodacy. Na razie są tylko litewskie, niemieckie i
angielskie słowa. Przechodzę przez wysoką bramę i widzę w oddali dość niezwykłą
parę. On w czarnym sombrero jak Amerykanin z westernu z apaszką w grochy na
szyi i ona w czerwonych gatkach do kolan z frędzelkami po bokach, do tego czerwone tenisówki na koturnie i torebeczka czerwonego kapturka. On trochę
kuleje ale kroczy naprzód w czarnych klompach -drewniakch ze skóry aż dudni
granitowa kostka w alejkach. Kiedy
podchodzą bliżej słyszę, że Polacy i miło mi zobaczyć tak ciekawą parę
trzymającą się za ręce jak nastolatki, choć to przecież dziadkowie. On mówi z
humorem, że żadna wcześniej go nie chciała, a ona śmiejąc się dodaje, że była sama dłużej niż on
a teraz mieszkają razem w małym domku na
suwalskiej wsi , żyją z renty i
uprawiają ogródek . Razem podchodzimy do
grobowca z planszą
Solidarności. Na pierwszym planie
wielka, marmurowa płyta z napisem: MATKA I SERCE SYNA. To grób Piłsudskiego. On także pochodził z
Wilna i pragnął tu spocząć, więc spełniono jego wolę i pochowano tu jego serce.
Są tam zawsze świeże: biało czerwone
kwiaty. Słońce wyszło zza chmur, więc przymierzam się do zdjęcia, a tu masz: dwóch filmowców z manelami ustawia się bez
pardonu i zasłaniają widok. I cóż zamierzają filmować? Samotny grobowiec wodza…?
Ależ skąd. To tylko przygrywka do filmowania procesji, którą oczywiście już
słychać z daleka. A w procesji zlot czarownic w laczkach z całej Polski i
wszystkie suną na grób Piłsudskiego. W tym wypadku nie dziwi mnie, że Litwini
mają dość. Przed Ostrą Bramą kolejna pielgrzymka. Ta nachalność w modłach jest
równie męcząca jak Arabowie w Egipcie, którzy na każdym kroku narzucają swój
towar.
Mówiono mi, że w restauracjach odmawia się czasem obsługi
polskich wycieczek, więc czułam się trochę niepewnie na pięknych ulicach,
zwłaszcza, że nawet Mickiewicz nazywa się tu Mickiewiczus. Jednak, gdy
zapytałam o drogę po polsku odpowiedziano mi uprzejmie łamanym rosyjskim a
kelnerka w kawiarni mówiła po polsku równie swobodnie jak po angielsku i tak
było za każdym razem. Czy trafiałam jedynie na Polaków i Rosjan skoro tam mieszka obecnie 63
procent Litwinów?
- Od kiedy w styczniu
wprowadzili euro, nie ma z czego żyć- mówi Polka, która mieszka w Wilnie od
urodzenia i jest przewodnikiem wycieczek.
„ Oni nas tym euro- udusili – dodaje.
Najdroższe są artykuły pierwszej
potrzeby- podstawowa żywność. Wszystkie ceny w euro a nasze pensje takie same
jak były. Macie mądry rząd, że się temu
opiera, nasz robi wszystko, co im każą w unii.”
To była pierwsza pochwała naszego rządu, jaką
usłyszałam w ciągu ostatnich kilku lat i czułam się podbudowana. Weszłam do supermarketu,
który jest odpowiednikiem naszej Biedronki a tam jabłka w przecenie po 1,8 euro
i to takie które u nas były po 1,5 zł a na rynku po złotówce. Przed zamkiem w
Trokach kubek jagód i poziomek (pół
litra) kosztował 8 euro, ale tam przyjeżdżają Japończycy i inne nacje, więc może to tylko dla nich…?
Puchar pysznych lodów z owocami w
uroczej kawiarni na starym mieście kosztuje przeciętnie 5 euro a zatem podobnie
jak u nas.
Błądzę ulicami starannie odnawianego
czyściutkiego Wilna, gdzie studiował Słowacki i Mickiewicz pod okiem Lelewela, i gdzie mieszkało tak wielu innych znakomitych
rodaków. Dzięki nim miasto wydaje się bliskie. Ze wzgórza nad Wilią widać nowe
dzielnice pełne granatowych wieżowców ze szkła i stali.
Kiedy dochodzę do ogromnego placu
przed Katedrą Św. Stanisława czuję się nieswojo. Czy sprawia to przestrzeń jak na Placu Czerwonym, czy Pomnik
Giedymina, czy też baszta na szczycie poświęcona książętom Litwy sprzed wielu
stuleci, zamek- muzeum który już w powijakach góruje nad miastem.
Czuję się przytłoczona, tym bardziej,
że przewodnik obok -starszy pan opowiada o zbrodni w Ponarach, o mordowaniu
Polaków przez litewskie gestapo tzw. szaulisów. W Ponarach zamordowano
osiemdziesiąt tysięcy Żydów i dwadzieścia tysięcy Polaków- wielu z ruchu oporu.
„ Oni w swoich podręcznikach
przedstawiają nas jako okupantów”- mówi z goryczą. Przecież ich szlachta i
magnaci woleli mówić po polsku niż po litewsku i nikt ich do tego nie zmuszał.
Radziwiłłowie, Sapiehowie, Pacowie … Ja bym wszystkim życzył takiego okupanta.
Teraz jest trochę lepiej i do nas przyjeżdżają na zakupy, bo kryzys ich
przycisnął ale kilka lat temu nawet wspominać szkoda…, stało się z torbą na
granicy całą noc czy deszcz czy mróz, bo
trzeba było dorobić do emerytury a oni się nie spieszyli.
Starszy pan westchnął i dla
rozweselenia opowiedział kawał, ale masowe morderstwa z lat 1941-43 w
letniskowej dzielnicy Wilna -Ponary zlały mi się w jeden ciąg z Katyniem i
Wołyniem i wisiały jak cień nad tym pięknym miastem.
Wieża na placu katedralnym
Plac przed Katedrą Św Stanisława i Św. Władysława
Stare miasto
Wilno przyciaga turystów z różnych krajów
Starówka wileńska zajmuje trzysta sześćdziesiąt hektarów. Od ulicy głównej odchodzą wąskie urocze uliczki. W tej było pełno motyli.
Barokowy Kościół Św. Piotra i Pawła z kryształową łodzią pod sufitem
anioł nad amboną
i ambona niżej
Cmentarz na Rossie
Najczęściej odwiedzane przez Polaków- serce Piłsudskiego
czwartek, 23 lipca 2015
ŚCIANA WSCHODNIA NIE PŁACZE
Czy wiecie jakie jest największe przekleństwo w Białymstoku…?
- „A żeb ciebie dwa sliedzi obsrali…!!!”
Ten tak miły dla ucha język słyszałam zawsze wysiadając z
warszawskich wagonów, kiedy wracałam ze studiów do domu. Tutaj miałam
przesiadkę. Siadałam przy oknie i od razu ktoś mnie zagadywał, skąd jadę i
dokąd. Srebrny widelec jako bransoletka
na mojej dłoni bardzo się podobał i od razu był temat.
Teraz jadę autem z Lublina przez szerokie pola, które falują
jęczmieniem i pszenicą a reklamują się jedynie obłoki - wielkie i pyzate. Droga
prosta jak strzelił nagle kończy się w owsie jak wielkie T i trzeba skręcić w
lewo, w prawo lub wylądować w bruździe.
Żadnego Mc Donalda po drodze. Dopiero za Siemiatyczami wielki drewniany
zajazd z babką kartoflaną, chrupiącą , rumianą i pięknie podanym ogórkiem
małosolnym. Tirów prawie nie ma a zboża
kołyszą i nakłaniają do drzemki. Prawie
zasypiam za kierownicą. Mijam nudny cmentarz szarobury i przecieram
oczy. W polu stoi napis : „ulica Cerkiewna”. Polna droga prowadzi daleko do
drewnianej chaty a wokół cisza, dwie brzozy, kawałek siatki drucianej i złamany
kołek. Po prostu rewelacja!
Tutaj mogłabym mieszkać na starość w tych drewnianych chatach
z okiennicami studnią na podwórku i łazienką wewnątrz. Tutaj mogliby odwiedzać
mnie goście z różnych stron i opowiadać swoje historie w cieniu pod lipami.
PODLASIE
CHATA W RYBOŁACH.
Widziałam tutaj malownicze drewniane domy na sprzedaż, opuszczone działki z wiśniami w ogrodzie.
Podlasie pełne słońca
Nic dziwnego, że Niemcy wykupują w Polsce wiekowe, drewniane stodoły i w elementach przewożą je do siebie. Takie drewno ma wartość a wykonane z niego meble są bardzo malownicze.
wtorek, 21 lipca 2015
KARAIMI
Mieszkają w Trokach na Litwie od siedmiuset lat. Jest ich dwustu sześćdziesięciu. Polacy z Litwy mówią o nich- Karaimowie i uważają za odłam judaizmu, ponieważ ich religia opiera się na Starym Testamencie i czytają ją po hebrajsku od setek lat. Jednak obowiązek znajomości hebrajskiego został nałożony na wiernych z powodu przekonania o doskonałości Biblii i samodzielnej interpretacji, nieskażonej przekładami. To wymagało znajomości pisania i czytania przez całą społeczność: biednych, bogatych, kobiety i mężczyzn. Bardzo postępowa idea jak na średniowiecze.
Wielkie Księstwo Litewskie zajmowało wielkie obszary a ludzi było mało, więc książę Witold sprowadził z Krymu czterysta rodzin Karaimów, którzy wcześniej mieszkali na terenach Iranu, Iraku i Izraela. W VII w n e wyłonili się z judaizmu negując Talmud i autorytet rabinów. ( Istnieje teoria, że Adam Był Karaimem...) Język karaimski ma korzenie tureckie. Książę Witold osiedlił ich w Trokach i nadał wiele praw, bo służyli mu wiernie. Jednak Karaimowie nie mieszali się z Litwinami. Małżeństwa mieszane w tej społeczności są zakazane. Raz w Roku w Trokach odbywa się wielki zjazd Karaimów z całego świata, by młodzi znaleźli partnerów na resztę życia. Jest ich w sumie około piętnaście tysięcy, przy czym w Polsce mieszka trzystu.
Stroje karaimskie- muzeum na zamku w Trokach
Karczma karaimska. W tym wielkim koszu kelnerki roznoszą -kibiny- duże i smaczne pierogi pieczone w piecu. Z baraniną po dwa euro z wieprzowiną po półtora.
Odbudowany zamek księcia Kiejstuta i jego syna Witolda na wyspie Jeziora Galve w Trokach.
Kiedy książę wjeżdżał do swego domu na wyspie po drewnianym pomoście Karaimowie pozdrawiali go z brzegu. W ich domach od frontu były trzy okna: jedno dla Witolda, drugie dla Boga a trzecie dla nich.
środa, 15 lipca 2015
CZEKULIADA I MNIÓD
Dopiero teraz rozumiem- dawne
piosenki pełne tęsknoty i ciepła:
„ Mówcie co chceci nie ma na swieci joj jak serce batiara”/Batiar jak trza to
życie swe da bo takie serce on ma”
„Więc , gdybym kiedyś urodzić się
mógł/ tylko we Lwowi/ Bo ni ma gadania i co chcesz to mów/ ni ma jak Lwów! A
panny to ma słodziutkie ten gród jak sok, czekuliada i mniód”
Jednakże panny czasami zachodziły w ciążę i wtedy "batiar" musiał się żenić czyli "okołtunić". Kiedy do Lwowa przyjeżdżał ktoś niesypatyczny pytano go: " Czy ty z Warszawy, czy ze świeżego powietrza...?"
Jednakże panny czasami zachodziły w ciążę i wtedy "batiar" musiał się żenić czyli "okołtunić". Kiedy do Lwowa przyjeżdżał ktoś niesypatyczny pytano go: " Czy ty z Warszawy, czy ze świeżego powietrza...?"
Kamienne serce miasta- zabytek na
zabytku- inaczej niż w Łodzi, gdzie nie ma polskich pałaców, gdzie za każdym
pięknym budynkiem- obce nazwisko. Tutaj odwrotnie: Kazimierz Wielki,
Fredro, Boy- Żeleński, Herbert, Mickiewicz, Sobieski … i choć to
był król mimo woli- to jednak polski.
Niezwykłe miasto-pełne zaułków,
świątyń, kamienic, kościołów- położone na siedmiu wzgórzach jak Rzym. A
tramwaje jeżdżą tak wolno, że można przed nimi przejść po kamiennych,
szlifowanych stopami ulicach. To miasto
zdaje się mieć tak wielką starówkę, że mój kochany Lublin może się w niej
schować. I czuję żal, że stracone. W zachodzącym słońcu płoną i błyszczą
grzebienie Roztocza a małe poletka z chwastami
ciągną się długo za miastem i wyglądają smutno.
- Być może taki sam smutek odczuwają
Niemcy wyjeżdżając z Wrocławia… -mówi
Janina Ostrzyżek.
Jednak to nie to samo. Nie
straciliśmy Lwowa z powodu pychy ani z powodu żądzy władzy- myślę po cichu i
przyglądam się jej. Sympatyczna buzia
bez makijażu, różaniec, termos którym gotowa częstować, napój energetyzujący i
książka w zanadrzu. Przyjechała tu z
dwoma najmłodszymi synami, żeby pokazać
im serce dawnej Polski, z której można być dumnym. Pochodzi z okolic Ryk i
pisze wiersze. Mam w plecaku jej tomik: „Codzienność”. Wieczorem idzie z
chłopcami na „Trawiatę”. Gmach opery na placu jak na wielkim stole- stoi na
płycie betonu. To był nowy materiał w XIX wieku. Architekt Gorgolewski
zaprojektował go bogato: stiuki, marmury, rzeźby, złocenia, malowidła ścienne. Sala lustrzana i widownia
jak naszyjniki ze złota. Ponad głowami widzów przypięta do sufitu wspaniała
broszka- pełna świateł. Wygięte loże dla bogaczy, w tym cesarska z łazienką i
oddzielnym wejściem. Wszystkich wejść do gmachu było czternaście. Zapewniały
bezpieczeństwo w przypadku pożaru. Kiedy
z niej wychodzę idę na targ pełen gwaru,
gdzie naszyjniki ręcznie wiązane z sutaszu i korali, w kształcie maków, jarzębin i róż, a
nieco dalej stoisko siwych akordeonów i postarzałych guzikówek , które wciąż
bardzo lubię. Idę w stronę szpitala żydowskiego z czerwonej i żółtej cegły zwanego niegdyś
izraelskim. Podoba mi się jego mauretańska czapka orientalnie zdobiona. Szpital
wygląda jak nieczynny, choć czasem ktoś wychodzi z bramy. Podobno jest tu
oddział położniczy. Jednak w oknie ani jednej twarzy. Obchodzę go dookoła i
nic- kompletna cisza.
Za to dzielnica ormiańska pełna
życia. W uliczkach kafejki z kwiatami, brodacz z gazetą w ubraniu popa i zawodzący, orientalny zaśpiew
z katedry. Świątynia pełna malowideł, przydymionych żółci, fioletów i różu. Co
za miasto! Przed wojną mieszkali tu Ormianie, Węgrzy, Żydzi, Polacy, Ukraińcy i
Rosjanie. Przy czym Polaków było 60
procent, Żydów trzydzieści a pozostałe nacje stanowiły dziesięć. Jednak w miasteczkach wokół Lwowa przeważała
ludność żydowska. Kiedy wybuchła wojna
Niemcy oznaczyli ich przepaskami i zamknęli w getcie a potem wieziono ich do
Bełżca i mordowano spalinami. Żeby nie uciekli podczas transportu, przewożono
ich nago w zamkniętych wagonach towarowych wysypanych wapnem. Taki przejazd
wystarczał za śmierć. Bełżec był obozem, gdzie na początku mordowano Cyganów. Kiedy ich
zabrakło, przyszła kolej na Żydów. Kto byłby następny…?
Ten obóz rzuca cień na pobyt we
Lwowie i trudno się otrząsnąć. Kamienne serce miasta rozległe, dobrze
chronione, nietknięte wojnami ma wiele polskich śladów, choć ulicom zmieniono
imiona. Na wzgórzu łyczakowskim pięknie
skomponowany cmentarz nastoletnich chłopców -obrońców miasta z 1920 roku. W
latach siedemdziesiątych Rosjanie zrównali go z ziemią spychaczami i koparkami
ale w 15 lat później pojawiła się polska firma Energopol i wzniesiono go od nowa według starych planów. Lwowiacy
przychodzili tu i sprzątali, bo uważali to za swój obowiązek. Teraz białe
mogiły leżą jasno i nieruchomo a nad nimi archanioł Gabriel w chmurach z
mieczami w rękach pełen dumy i siły i gotów do walki.
Tutaj
trzeba przyjechać na dłużej. Jeden dzień to za mało. Poza tym taniej niż w Polsce. Za pięćdziesiąt złotych kupiłam trzy paczki najlepszych
papierosów, zjadłam dobry obiad z deserem, winem i kawą i jeszcze mi coś
zostało. Na ulicy Ukrainki młoda kobieta
podrywa gołębie do lotu. Fotografuję ją z oddali, choć zdjęcie nieostre. Potem
siadam na chwilę w jednej z licznych kawiarni pełnych pelargonii i kupuję Kurier
Galicyjski po polsku. Czytam dobrze znany kawał o tym jak reb-
Gedalie Boniówka zarabiał na śpiewie z wyjątkiem trzech drobnych rzeczy: to nie był
reb Boniówka tylko kupiec Srul, który nie śpiewał lecz kupował lasy i nie
zarobił tylko stracił. Żeby nie ten humor- to by człowiek umarł- mawiał znany
lwowianin Aleksander Fredro.
Lwów był stolicą kultury, nadawał ton
całej Polsce. Słynna „Lwowska Fala” była słuchana przez radio w całym kraju. Jej ostatni
batiarzy: Szczepko i Tońko podnosili na duchu naród- nawet w czasie wojny.
Żeby zrozumieć siebie, żeby poznać - trzeba to miasto zobaczyć. Jestem z niego
dumna.
Bogate wnętrza Opery Lwowskiej
Budynek opery
Hol opery
Widok z pomnika Mickiewicza
Ta kobieta poderwała gołębie do lotu na ulicy Ukrainki
Na wprost dawnego Szpitala Izraelskiego
Ulica Lwowa
Katedra ormiańska
Anioł na Łyczakowie
2400 mogił - nastolatków- obrońców Lwowa na Cmentarzu Łyczakowskim
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Orient-Express
Czy życie nie jest piękne? Jeszcze wczoraj wieczorem zalało mi kuchnię, bo urwał się zawór zimnej wody pod zlewem, i popłynęło strumieniem...
-
Wreszcie śnieg i mróz, i słońce, i prawdziwa zima. Spóźniona o miesiąc, ale jest. Szrot który mijam każdego dnia obsypany śniegiem. Sople...
-
Przeczytajcie ten wpis, bo w razie potrzeby będziecie wiedzieć, do kogo iść. Ja nie wiedziałam. To, że trzeba natychmiast operować syna s...
-
Mieszkają w Trokach na Litwie od siedmiuset lat. Jest ich dwustu sześćdziesięciu. Polacy z Litwy mówią o nich- Karaimowie i uważają za odła...
-
Czy wiecie jakie jest największe przekleństwo w Białymstoku…? - „A żeb ciebie dwa sliedzi obsrali…!!!” Ten tak miły dla ucha język sły...
-
Trzydzieści dolarów- tyle mi zostało po opłaceniu wizy, pilotów, przewodnika, przejazdów i biletów wstępu do świątyń. Trzydzieści dolaró...
-
I Grzybku maleńki biegłaś mi na spotkanie o czwartej po południu z ufnością ...
-
Dopiero teraz rozumiem- dawne piosenki pełne tęsknoty i ciepła: „ Mówcie co chceci nie ma na swieci joj jak serce batiara”/Batiar jak...
-
Żeby spędzić weekend w Hotelu Gołębiewski wystarczy mieć kuzyna, który Cię tam zaprosi i pokryje koszty, bo właśnie obchodzi swoje urodz...
-
Maleńczuk w Internecie śpiewa o Putinie z właściwym sobie wdziękiem: „ владимир на бсегд а ни хуя „. To jest konkretny głos w sprawie U...

















































