Na Placu Litewskim w Lublinie nowe, kolorowe fontanny. Miasto wypiękniało. W nocy pełno turystów i polskich i zagranicznych. Wygląda to naprawdę radośnie. Jedynie dworzec autobusowy i stary bazar w pobliżu zamku urąga Europie- ale nie wszystko na raz. Któregoś dnia po prostu go nie poznam tak samo jak tego placu...
A teraz pora wracać pod Krakowską Bramę
i przejść po bruku w stronę zamku
albo skręcić w boczną uliczkę
a potem drugą
poniedziałek, 28 sierpnia 2017
niedziela, 20 sierpnia 2017
Matrioszka
Bilet
wydrukowany, walizka na kółkach, krótka rozmowa z ochroniarzem o
kiepskim stanie toalety w city Pabianice i już podjeżdża mój
pociąg. Przyjechał punktualnie z południowej Polski. Wsiadam i idę
na wykupione miejsce przy oknie do wagonu numer sześć. A tu zajęte.
Dziadek z wnuczkiem ze Śląska. Wnuczek dobrze wygląda i ma
dwanaście lat, więc trudno. Nie będę stała w przejściu aż do
Białegostoku. Dziadek też nie ma miejscówki, ale było wolne, więc
usiadł. Wybrał się do Warszawy z czterema chłopcami na zwiedzanie
i do planetarium. Trzech pozostałych w następnym wagonie. Dziadek
prowadzi wnuczka do starszych i wraca. Pyta o to, o tamto..., ja
odpowiadam uprzejmie ale za cicho... On nie słyszy na ucho od mojej
strony, więc odpowiadam coraz głośniej. Już pół wagonu nas
słyszy.... Już wiem, że wynajął pokój w hotelu i gdzie
mieszkają dzieci i że był stolarzem. Wyciągam książkę, żeby
poczytać i wybrnąć z sytuacji, ale on pyta o fotografie, gdzie to
są takie ładne miejsca....? Zdjęcia nie podpisane. To książka
Bryana Petersona na temat kompozycji i jak robić zdjęcia -
odpowiadam. Szkoda, ten most taki piękny, może z wnukami by
pojechał...? Ale to w Nowym Yorku...! Na szczęście Centralna już
blisko i zaraz wysiądzie myślę po cichu. W tym momencie
przychodzi wnuczek i siada mu na kolanach. Duży, silny chłopiec na
szczupłych kościach starszego pana a za chwilę przychodzą inni-
wysokie smukłe chłopaki. Najstarszy ma szesnaście lat.
I
coś mnie nagle zdumiewa w tej sytuacji, bo nastolatki w tym wieku
ganiają za dziewczynami a oni skupieni wokół dziadka, który
niedosłyszy. I widać, że dziadek jest ważny.
Do
widzenia. Zapada cisza. Obok mnie wolne miejsce a Intercity nabiera
rozpędu. Przeglądam pisma kobiece, dobre rady, wyglądam przez okno
a tu pociąg stanął. Czemu tak długo?- pytam konduktora. Drzwi się
zacięły. Mija dwadzieścia minut a one nadal otwarte. Ale ja mam
tylko sześć minut na przesiadkę do Ełku... - mówię do
kierownika. Kierownik zdenerwowany, wychodzi, wchodzi a drzwi nic,
przymarzły od klimy czy co...? aż czupryna porudziała ze stresu.
Wreszcie jedziemy! Zamknęły się! Żeby tylko się otworzyły jak
dojedziemy na miejsce...- myślę i spoglądam na młotek. W razie
czego wybiję szybę...
Dojeżdżamy do Białegostoku. Już po czasie..., trudno
pojadę następnym ale przez głośniki słychać ogłoszenie:
„Podróżni do Suwałk i Ełku wasze pociągi czekają na drugim
peronie, proszę zwrócić uwagę na bagaż podręczny” Chwytam
swoją walizkę, rozpalam kółka i pędzę po klepkach aż do
Przewozów Regionalnych a tu cisza i spokój. Wagony prawie puste,
wyścielone czerwonym pluszem, poprzecieranym i rzadkim ale ile
miejsca...! Czuję się jak u siebie, wyciągam jabłko i nogi i
patrzę jak mój pociąg powoli, powoli wyjeżdża z Białego...
Biletu nie mam, bo przez internet można wykupić jedynie na
intercity a dalej ani rusz. Czemu tak? Nie wiem. Przegryzam jabłko i
wyglądam przez okna. Pojawia się konduktorka: uśmiechnięta i
jasna, pulchna jak matrioszka a ja zaczynam szukać portfela. A ona
do mnie powolnym, słodkim głosem zaciągającym :
- „ A niech nie szuka.., niech spokojnie zje japko..., ja pójdę dalej, obejde wagony i kupi sobie jak wróce. A może poczekam...?”I siada na wprost mnie jak najpiękniejsza dynia... Włosy jasne związane z tyłu, buzia jak księżyc w pełni, spodnie granatowe, za ciasne, urzędowa koszula... Ja zaniemówiłam a ona prawi dalej:
- Oj nie ma biletu....? Jaka szkoda, będzie musiała zapłacić osiem złoty drożej... Niech je, ja mam czas, ja poczekam.
I to jest właśnie istota Podlasia– serce
rośnie.
sobota, 19 sierpnia 2017
Co by tu zahaczyć

Kiedy jadę solidnym Nissanem z otwieranym dachem, który nie jest mój, czuję się tak, jakbym była niezmiernie bogata. Mój bagażnik jest prawie pusty, bo mogę zatrzymać się gdzieś po drodze i kupić wszystko, co mi potrzebne: choćby tenisówki czy sukienkę od Paco Rabanne. Przerzucam po kolei kanały radia na pulpicie, szukając czegoś ciekawego, ale mam wrażenie , że wszystkie stacje zajęte przez familię rydzyków, więc wyłączam i ustawiam swój smartfon jak telewizor na desce rozdzielczej i słucham ze wzruszeniem Wesołej lwowskiej fali i słucham tak miłego dla moich uszu lwowskiego zaciągania, gdy ostatni batiar Tońko opowiada: „Hula gość bez granice i taska duży worek. Wyskakuje posterunkowy i pyta:
- Wujku a co ty tam taskasz...? Ten się troszki zmieszał i mówi od niechcenia
- A ja taskam pokarm dla ptaszka.
- To ten posterunkowy na to:
- Co pan myślisz...., że ja taki durny jak pan mądry...? Pan myśli, że ja nie widze, że to kawa....? ta , gdzież to ptaszek będzie jadł...?
- A szmugler na to wstrząsając ramionami:
- O, wa! Niech nie je.
W
dobie powszechnego bluzgania i agresywnej muzyki słucham uroczych opowieści sprzed lat jak najlepszego balsamu i jeszcze Eugeniusza Bodo i Adama Astona i znowu słyszę akordeon I podśpiewuję na autostradzie
Poznań- Łódź, gdy wspiera mnie MC Polska.
-Lepszy
mały handelek niż duży szpadelek- mówi kuzyn Marian i dodaje : Po
co zarabiać tysiąc albo dwa, jak można zarobić dziesięć...?
Ale trzeba zaryzykować.
I
te dziesięć mi chodzi po głowie od rana... A ja
taskam ogórki z rynku a potem wkładam w słoiki i co ogórek to
tysiąc.
czwartek, 3 sierpnia 2017
Bezlitosna łaska
Kilkanaście
lat temu czytałam książkę pt „Bezlitosna łaska” dr M.
Scotta. Uderzyło mnie wtedy stwierdzenie, że łaska jest niezależna
od dobrych uczynków, że można dokonywać ich stale i nie
doświadczać stanu łaski. Na łaskę nie można zasłużyć.
II
Łaska
to stan szczęścia i błogości, to odczuwanie piękna i harmonii w
życiu. Czasami wystarczy niewiele- jedna tabletka serotoniny
Poczucie szczęścia zdaniem neuropsychologów zależy od poziomu trzech neuroprzekaźników: serotoniny, dopaminy i oksytocyny. Dopamina pozwala przeżywać pozytywne emocje, oksytocyna ( hormon miłości) wpływa na więzi z innymi a serotonina ( hormon dobrego samopoczucia) wpływa na poziom agresji, stany obniżonego nastroju itp A zatem brak tych hormonów w genach albo niewłaściwy poziom powoduje rozpacz, agresję, uzależnienie, pustkę i depresję.
„I
taka straszna trwoga, że nie ma Boga nie”... przejmująco śpiewał
Rydel.
Oto
i łaska. Dostałeś ją w genach albo nie. Niektórym pomaga jedna
tabletka a innym nie pomaga żadna, ale nie jest wykluczone, że ten
problem zostanie rozwiązany w przyszłości.
III
Odrywa
mnie od smutnej i szarej rzeczywistości tajemnicza liczba Fi. Widać
ją w układzie liści na drzewach i w budowie naszych płuc i w
architekturze i muszli ślimaka. I pięknie jest pomyśleć, że na
początku była idea a potem wzór, bo taki jest wniosek z wykładu o
ciągu Fibonacciego, którego słucham już drugi raz. Inteligencja w
Kosmosie. Liczba fi i nieśmiała nadzieja.
poniedziałek, 24 lipca 2017
Astur Astur
Jeden
turnus się kończy a następny zaczyna. Na stoliku herbata i kawa,
kolejni goście chętnie się częstują. Siadają za stołem na
wygodnych krzesłach i czekają na przydział pokoju. Do świetlicy
wchodzi młody mężczyzna z chustką na głowie. Towarzyszą mu dwie
kobiety.
- Poproszę dowód- mówi pani Zofia a następnie pochyla się nad stołem i liczy: samochód (10 zł) dwa namioty ( 2x 30), energia elektryczna: dwie rodziny po trzy osoby( 6x10zł)...
- Może jakaś obniżka? -pyta „Chustkowy”
- Ze mną można się dogadać- mówi pani Zofia- Energię policzymy po 5 złotych i samochód też po pięć
- O, to polecę wszystkim- uśmiecha się mężczyzna
- Jeszcze opłata klimatyczna-2 zł, razem za dwie rodziny za dwie doby 290zł podsumowuje prowadząca.
- Może jeszcze jakaś obniżka...uśmiecha się „Chustkowy”
- Niech będzie, za dwie doby 280- odpowiada pani Zofia i dodaje: oferujemy też masaże ze zniżką...
- Zapiszę się mówi dziewczyna
- Masaż częściowy-25 zł 20minut- ciągnie pani Zofia
- niech będzie- odpowiada dziewczynaChustkowy uśmiecha się, robi sobie kawę i mówi: teraz to nawet w sklepie żelaznym jest kawa i herbata a następnie poprawia chustkę i wychodzi na szeroką polanę wśród sosen. W głębi ukrywa się nieduży ale bardzo ładny dom z czerwoną dachówką w stylu dworku. W zagrodzie kucyk i koń skubią trawę. Droga wysadzana brzozami prowadzi do cudownej, czystej wody. Jeśli wypłynie się na środek jeziora, wszyscy są daleko i choć są tu tysiące turystów w okresie lata nie przeszkadzają z oddali. Skupiają się na piaszczystych plażach jak kolorowe placki. Wśród trzcin buszują perkozy i wyłapują małe rybki dla swoich maluchów w paski. Szybują także mewy. W wietrzne dni pływają żaglówki, ale nie mogą zanadto się rozpędzić, bo jezioro jest niewielkie i nie ma połączeń z innymi. Jednak woda pachnie pomimo rzeszy turystów i wywiera niezapomniane wrażenie. Kiedy wychodzę na brzeg idę na lody do kawiarni wśród kwiatów a potem do hotelu.Ośrodek Astur prowadzą trzy siostry: Krystyna, Zofia i Grażyna a pomaga im dorywczo jeszcze czwarta: Izabela. Szefową i właścicielką jest - pani Krystyna. W czasach PRL zajmowała się turystyką, następnie wynajmowała pola namiotowe we Włoszech i organizowała tam wczasy dla polskich wycieczek a kiedy opłacalność spadła, przedsiębiorcza polonistka wygrała przetarg na 4,4 hektarowy ośrodek z szeroką plażą nad Jeziorem Białym i przystosowała go do potrzeb osób niepełnosprawnych. To był strzał w dziesiątkę, ponieważ niepełnosprawni mogą liczyć na dotacje. Ludzie, którzy stracili nogi w wypadku samochodowym mogą tu pływać spokojnie wśród innych nie budząc emocji jak na zwykłej plaży. Po głównej alei jeździ wiele wózków. Są tu młodzi i starsi i dzieci. Pani Grażyna – farmaceutka stara się o zapewnienie odpowiedniej terapii, organizuje zajęcia, wykłady i wycieczki do fajnych miejsc Lubelszczyzny. Każdy turnus trwa dwa tygodnie. Zaczyna się ogniskiem i wspólnym śpiewaniem przy akordeonie i kończy podobnie. Kucharki przygotowują tort przekładany czarną porzeczką i truskawkami. Smakuje wspaniale, bo powidła są bez cukru. Jadłam je codziennie na śniadanie i cieszyłam się, bo wędlin „sklepowych” nie lubię. Jadłam też bardzo dobry pasztet z cieciorki, drobiu i wołowiny, który tutaj przyrządza się w kuchni. Menu jest typowe jak wszędzie, ale dzięki dodatkom z agrestu, porzeczek i ciecierzycy miło je wspominam.Koszt pobytu jest wysoki. Za dziecko z autyzmem lub Zespołem Aspergera płaci się 2950zł a za opiekuna 1850. Dwoje dzieci z Aspergerem plus dwoje rodziców to w zaokrągleniu 10.000 zł (za dwa tygodnie) plus koszty dojazdu Jednak po raz kolejny spotykam tu małżeństwa, które decydują się na przyjazd. Zbierają pieniądze przez cały rok i korzystają z częściowych dotacji Cyfrowego Polsatu lub innych fundacji. Kiedy rozmawiam z nimi wieczorem przed bungalowem na powietrzu mówią, że jest to dla nich duży wydatek pomimo dopłat. Jednak przyjeżdżają, bo mogą wymieniać doświadczenia z innymi rodzicami, bo ich dzieci są wśród podobnych sobie i już nie są inne. Na jednym ze spotkań jest wywiad ze studentem, który ma Zespół Aspergera. Był olimpijczykiem w liceum i dostał się na politechnikę (wydział kartografii) bez egzaminu. Opowiada o swoich problemach, o kłopotach z przystosowaniem się a także o osiągnięciach. Kiedy go pytam, czy słyszał, że Korwin- Mikke też ma Zespół Aspergera- uśmiecha się i odpowiada, że to świetne pytanie na dzień dobry...Każdy dzień jest wypełniony. O ósmej śniadanie a potem zajęcia indywidualne z psychologiem lub logopedą i grupowe z elementami zabawy. Dzieci w sześcioosobowych grupach pieką pizze, jeżdżą na wycieczki rowerowe, bawią się na boisku, uczą się jazdy konnej, pływania itp. Terapeuci są młodzi, uśmiechnięci i pełni zapału.Większość osób woli mieszkać w domkach, bo mają taras ze stolikami i większą przestrzeń. Po raz drugi widzę rodzinę, która tu przyjechała z trójką rodzeństwa, przy czym tylko najmłodszy chłopczyk ma Zespół Aspergera. Ojciec wytrwale uczy go jazdy na rowerze. Na wycieczkach do muzeów boi się go każdy przewodnik, bo ma doskonałą pamięć i zadaje trudne, szczegółowe pytania. Jest historykiem prawa. Któregoś dnia mimochodem dowiaduję się, że w starożytnym Rzymie wyzwalano tak wielu niewolników, że wprowadzono dekret ograniczający. To było coś nowego, bo Rzymianie kojarzyli się mi się głównie z igrzyskami i okrucieństwem. Sądziłam, że wyzwolenia były nieliczne.Wieczorem na codzienną pogawędkę przyjeżdża kobieta, która straciła obie nogi w wypadku jako dziewiętnastolatka. Mówi, że pomimo upływu lat wciąż je czuje. Ma wózek inwalidzki samojezdny. W słoneczne dni spotykam ją w wodzie. Radzi sobie bez pomocy. Kiedy zaczyna się turnus rehabilitacyjny dla osób z dysfunkcją ruchu lub układu oddechowego alejki ośrodka zapełniają się wózkami. Spaleni słońcem ratownicy cały dzień spędzają na pomoście wpatrując się w wodę. Ojcowie bawią się z dziećmi i budują zamki z piasku i fosy, biegacze biegają po malowniczych ścieżkach, rybacy łowią ryby, wspinacze wchodzą na sosny a rowerzyści śmigają po lasach. Znam tylko kilka jezior na Lubelszczyźnie: Jedlanka, Glinki, Krasne, Czarne i Białe. Wszystkie są urocze ale najpiękniejsze jest Białe.
Maszyny do szycia z żeliwnej koronki - jako kwietniki przy wejściu do kawiarni
Stoły pod parasolami to kolejny element rodzinnej firmy. Tutaj można zjeść lody, frytki, piwo, posiedzieć z przyjaciółmi.
Domki po deszczu
w starych łódkach posadzono kwiaty
a samochody maja miejsce wśród brzóz
Konie huculskie są łagodne. Podobno rozumieją, co się do nich mówi...
Konie huculskie są łagodne. Podobno rozumieją, co się do nich mówi...
Wieczory to czas dla rybaków
Spacer do Okuninki polną drogą wśród trzcin
Ulubiona kładka - nastolatki z turnusu
Widok na plażę ośrodka w głębi.
sobota, 22 lipca 2017
Jezioro pierwsza klasa
Jeszcze
wczoraj pływałam w Jeziorze Białym na Polesiu Lubelskim i już za
nim tęsknię. Cudownie czysta, chłodna woda naprawdę dodaje
energii i w dodatku pachnie, choć nad brzegami co krok ośrodek i
70/ 80 tys turystów w sezonie letnim. Wieś Okuninka przeżywa
oblężenie i cieszy się z najazdu wczasowiczów, którzy
maszerują w te i we wte jak na molo w Sopocie. Każdy turysta to
pieniądz. W nocy tysiącami świateł rozbłyskuje „Luna park” i
w ogóle nie widać, że jest zardzewiały. Łabędzie na karuzeli
szybują w górę, mini samochody rozbijają się co kilka minut w
radosnym gwarze rozbawionych kierowców, straszne młoty spadają w
dół a ludzie do góry nogami wrzeszczą jak opętani i szybują do
nieba. Na plaży króluje disco polo i nocne fajerwerki. Wata cukrowa
w różnych kolorach i wielkich zaiste rozmiarach barwi buzie
maluchów na malinowo i niebiesko. Chłopcy wymachują świetlnymi
mieczami Jedi a dziewczynki pulsują koronami na głowie. Barwny,
wesoły pochód słychać tak długo dopóki nie spadnie deszcz.
Wtedy nie jeździ nawet miejscowa ciuchcia na gumowych kołach. To
jest ciuchcia bez szyb i bez pasów, swoista prowizorka, trochę jak
przedłużona riksza, choć nie jest na pedały. O nie - ma kierowcę.
Prędkość bo ja wiem...20, 30 na godzinę i tak sobie jedzie
szosami wokół jeziora aż do mojego ośrodka , gdzie spędzam dwa
tygodnie.
Już
teraz tęsknię za tą wspaniałą wodą z zapachem tataraku. Tego
zapachu już dawno nie ma na Mazurach a tu wciąż istnieje. Jak to
się dzieje, że pomimo tak wielkiego najazdu turystów to maleńkie
jezioro (107 ha) ma pierwszą klasę czystości- naprawdę nie wiem.
Może to zasługa piaszczystego dna, może głębokości, która
dochodzi nawet do 33 metrów, może kredowego podłoża...? Jednak
czytam w raporcie, że jezioro z powodu tak wielkiej ilości
przyjezdnych może wkrótce utracić swoje, pierwsze miejsce ... Woda
jest coraz mniej mniej przezroczysta. Przezroczystość sięgała
ponad czterech metrów w roku 2004 a w 2013 już tylko jednego metra.
Znikają podwodne łąki a niektórzy po kryjomu odprowadzali tu
ścieki. W tym roku zabroniono jazdy na motorówkach, jednak przez
kilka dni z rzędu ćwiczył nad nim helikopter straży pogranicznej
rozpryskując śmigłami fale. Mam nadzieję, że to jezioro-
najpiękniejsze na Lubelszczyźnie zdoła przetrwać i oczyścić się
w okresie jesieni, gdy ludzie wracają do domu, by w następnym
roku znowu wszystkich cieszyć. Każdy tu znajdzie coś dla siebie.
Pokój w domu prywatnym po 40, 50 zł za dobę od osoby lub po
200/300 zł w luksusowym hotelu „Sanvit” ( pod warunkiem, że
wynajmujesz pokój minimum na tydzień, jeśli tylko na weekend to po
500 od łebka.
Blisko stąd do przejścia granicznego z Ukrainą (40 km) i Białorusią (20 km), do Lublina -setka. O tym, że wokół są lasy i fajne zaplecze dla rowerzystów już chyba nie muszę pisać...
Ktoś posadził przy brzegu hortensje
W oddali plaża ośrodka Astur
karuzela w Luna Parku
sobota, 1 lipca 2017
Początek urlopu
Żeby
zrobić dobry obiad trzeba jechać nad stawy, położyć się na
trawie w cichym miejscu obok wielkich drzew, które dają cień i
szemranie wiatru i po prostu opalać się przez godzinę, bo dwie to
już za dużo i nudno, chyba że się zaśnie. Powoli wszystko
ucicha, wszystkie niepokoje. Na wrotkach jedzie dziadek ale pełen
werwy a obok śmigają rowery, dzieci na huśtawce dźwięczą dalekim
śmiechem, chłopak z dziewczyną oparci o siebie czytają na kocu. Na nartach wodnych przewraca się pływak a
chmara kaczek chowa się pod mostem. To jest dobry dzień. Teraz
można odjechać, kupić schab i przygotować najprostszy polski
obiad. Cóż mięso nie jest wspaniałe..., nie pochodzi od świń,
które pomrukują w słomie i taplają się w błocie na wolnym
wybiegu. Mięso ze sklepu nie pachnie nigdy, ale innego nie ma, więc
biorę ładny kawałek myję pod kranem i wodę zbieram w miskę.
Podlewam nią pelargonie, żeby pięknie rosły. Potem schab kroję w
plastry, ubijam tłuczkiem nie i odstawiam na chwilę bez solenia. W
innej misce rozbijam jajka wiejskie, solę i pieprzę a potem wkładam
w nie plastry mięsa i oprószam bułką tartą. Jeśli mam dobry
smalec to smażę na smalcu, na złoty kolor a jeśli nie mam to na
oleju, lecz olej kilka razy zmieniam. Zapomniałam dodać, że
wcześniej oskrobałam młode ziemniaki z różową skórką i
ugotowałam razem z cebulą (dodaje smaku nawet starym kartoflom) a
nad nimi na parze umieściłam kalafior. Posoliłam wszystko dopiero
pod koniec parowania i po odlaniu wody obsypałam koperkiem: pachnąco
zielonym. Do tego jeszcze szybka sałatka z pomidorów malinowych (im
większe tym lepsze) z dodatkiem rzodkiewek, szczypioru, pietruszki i
kopru. Doprawiam według smaku i polewam olejem z pestek winogron.
To mój ulubiony: delikatny, bezwonny i doskonały zarówno do
sałatek jak i do smażenia.
I
gotowe. Na dużym talerzu soczysty złoty kotlet, kilka ziemniaków,
kalafior, kolorowa sałatka. Czy mam pisać dalej? Na kolację
truskawki z blendera z dodatkiem śmietany i miodu Janusza z pasieki "Bee Royal" , ale to nie koniec. Tym sosem polewam gorące, drożdżowe bułeczki na parze nadziewane też truskawkami. Sama je robię. Lubię
jak rosną na drewnianej stolnicy oprószonej mąką. Na koniec
zrobię ulubioną herbatę i obejrzę film na kanapie i to jest mój
początek urlopu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Orient-Express
Czy życie nie jest piękne? Jeszcze wczoraj wieczorem zalało mi kuchnię, bo urwał się zawór zimnej wody pod zlewem, i popłynęło strumieniem...
-
Wreszcie śnieg i mróz, i słońce, i prawdziwa zima. Spóźniona o miesiąc, ale jest. Szrot który mijam każdego dnia obsypany śniegiem. Sople...
-
Przeczytajcie ten wpis, bo w razie potrzeby będziecie wiedzieć, do kogo iść. Ja nie wiedziałam. To, że trzeba natychmiast operować syna s...
-
Mieszkają w Trokach na Litwie od siedmiuset lat. Jest ich dwustu sześćdziesięciu. Polacy z Litwy mówią o nich- Karaimowie i uważają za odła...
-
Czy wiecie jakie jest największe przekleństwo w Białymstoku…? - „A żeb ciebie dwa sliedzi obsrali…!!!” Ten tak miły dla ucha język sły...
-
Trzydzieści dolarów- tyle mi zostało po opłaceniu wizy, pilotów, przewodnika, przejazdów i biletów wstępu do świątyń. Trzydzieści dolaró...
-
I Grzybku maleńki biegłaś mi na spotkanie o czwartej po południu z ufnością ...
-
Dopiero teraz rozumiem- dawne piosenki pełne tęsknoty i ciepła: „ Mówcie co chceci nie ma na swieci joj jak serce batiara”/Batiar jak...
-
Żeby spędzić weekend w Hotelu Gołębiewski wystarczy mieć kuzyna, który Cię tam zaprosi i pokryje koszty, bo właśnie obchodzi swoje urodz...
-
Maleńczuk w Internecie śpiewa o Putinie z właściwym sobie wdziękiem: „ владимир на бсегд а ни хуя „. To jest konkretny głos w sprawie U...




























