piątek, 14 czerwca 2013

Audi


Śniło mi się, że byłam w magazynie i zobaczyłam tam piękny, jasny samochód do sprzedania. Stał w kojcu jak w szatni szkolnej za ścianą z grubej siatki drucianej. Kosztował 80 tysięcy.
Kupiłam go  wysyłając przelew  na poczcie lecz zapomniałam poprosić o wystawienie potwierdzenia wpłaty.
Na drugi dzień pojechałam do sklepu po odbiór, ale okazało się, że to biała, zardzewiała ciężarówka z siedzeniem dla 2 osób i przyczepą z tyłu.
Poszłam do kierownika prosząc, by przyjęli ją z powrotem. Jednak nie miałam dowodu zakupu. Powiedzieli, bym napisała reklamację z uzasadnieniem.
W uzasadnieniu podałam, że mam alergię w tym samochodzie...

 Wszystko bez sensu.  Obudziłam się z ulgą, a tu gorący lubelski czerwiec. Od kilku dni praży słońce.


wtorek, 11 czerwca 2013

Świadkowie Orłowskiego


Kiedy  jezioro zaczynało ciemnieć i pola pustoszały, mama zawsze spoglądała w niebo.
 Lubiła jesień, bo jesienią praca nie była tak ciężka jak latem. Słońce już tak nie grzało, a w sadzie dojrzewały jabłka. Jednak te największe i najbardziej trwałe pojawiały się raz na siedem lat. Były olbrzymie, szorstkie, czerwono-pomarańczowe, bardzo smaczne. Być może owoce byłyby częściej, lecz nikt nie przycinał gałęzi wielkiej, starej, jabłoni bo rosła daleko w polu, na pochyłym stoku prowadzącym do bagien. Płytka woda połyskiwała w słońcu, ale wbrew pozorom było niebezpiecznie.

            Pewnego dnia wracałyśmy drogą, którą najbardziej lubiłam, choć była najdłuższa. Z jednej strony – stary las sosnowy a z drugiej wielkie brzozy.
Patrz – powiedziała mama i pokazała ręką w górę: "Żurawie!" Leciały jak zawsze -pięknym rozpostartym kluczem, który rozszerzał się lub zwężał. Patrzyłyśmy długo, aż wzbiły się bardzo wysoko i zniknęły za lasem. Mama opowiedziała mi historię, która się z nimi wiązała. 
To było przed wojną i wydarzyło się naprawdę na kresach wschodnich, tam gdzie kiedyś mieszkała. Orłowski mieszkał daleko za wsią wśród swoich pól dochodzących do puszczy. Był młody, pracowity i miał gęste włosy. Jednak nie był kochany. Jego żona pragnęła   innego mężczyzny. Spotykali się po kryjomu. Pewnego dnia związali go. Wiedział, że go zabiją. Nie było nikogo, tylko żurawie szybowały nad polem.  Przed śmiercią spojrzał w górę i powiedział:

- Oto moi świadkowie!


 Ogłoszono, że zmarł nagle, że za ciężko pracował. Wdowa wyszła za mąż po raz drugi.

Minęło dwadzieścia lat. Przyszła kolejna jesień.  Jego zabójca stał wśród ludzi i wskazując ręką na niebo powiedział kpiąco:

- „Oto lecą świadkowie Orłowskiego!”…

Wśród osób, do których mówił – był bliski kuzyn zabitego. Stwierdzenie to nie dawało mu spokoju. Zażądał ekshumacji zwłok.
Odkopano grób. Oglądano kości i czaszkę. Został zamordowany gwoździem wbitym w głowę.
 Po dwudziestu latach postawiono przed sądem jego żonę i jej kochanka.





czwartek, 6 czerwca 2013

KIELISZKI EUGENIUSZA




Był taki, niezwykły dzień chyba ciepłą jesienią, kiedy przyszedł do kuchni z workiem i powiedział: przyniosłem kieliszki dla robotników - mocne i słabo tłukące. Po czym wysypał je na podłogę w kuchni. Ja i brat patrzyliśmy na to ze zdumieniem, bo rozpoznaliśmy- zielone znicze nagrobne. Prawda, że były piękne, lecz chyba nikomu nie przyszło by do głowy, żeby pić z tego wódkę.

         - Chyba żeś całkiem zdurniał - powiedziała mama.

 Ale naszej babce spodobał się ten pomysł, ponieważ była skąpa i zawsze jej było szkoda, że jak są robotnicy, to się tłuką kieliszki, więc napełniła zlew gorącą wodą i umyła je pięknie.
Lśniły w świetle i w zieloności jakby  ich nigdy nie było na pogrzebie, jakby im było tutaj dobrze z naszymi oczami  zapatrzonymi...
Wydawało mi się wtedy, że wódka z takich kieliszków jest niesłychanie zaświatowa i przypomniał mi się pogrzeb ciotki Cecylii, kiedy to stary Leon jak baran naczelny wśród owiec- śpiewał zawzięcie...
Jego jąkania nigdy nie zapomnę... Nawet w Austrii nikt się tak nie jąka. Nikt tak nie umie ciągnąć samogłosek wśród gór i jeszcze z ogonkiem.

Był to jedyny w moim życiu festiwal pieśni żałobnej...

A tu trup sobie leży - nieruchomy...
Leży na jedwabnej poduszce z trocinami i z kokiem.
Pantofle wyczyszczone, lakierowane, lśniące...
Leży na środku pokoju a dookoła stoły i kanapki na stołach z pasztetem i tuszonką. I tyle tej sałaty jasnozielonej....

                                       I wszyscy stoją.


Najedli się  kanapek i znowu śpiewają. I znowu Leon z dużymi stopami  stoi na czele chóru z  nosem  czerwonym, amerykańskim…  z modlitewnikiem w wyciągniętej dłoni, zapatrzony, odważny- odprowadza naszą ciotkę do nieba...




Kabanosy w Londynie


Kiedy mój syn przebywał na kursie językowym w Londynie, dałam mu na wszelki wypadek 3 kg kabanosów, ale zapomniał wyjąć je z plecaka i zjadł je pies właścicielki mieszkania. Obiady i śniadania były tak skromne, że wrócił odchudzony, choć i tak jest szczupły.
Kiedy koleżanka wyjeżdża na dwa miesiące do pracy w Niemczech, gdzie opiekuje się staruszkami - przez pierwszy miesiąc chudnie 3 kg, bo wydzielają jej jedzenie a przez następny tyje, bo otrzymuje wypłatę i brak owoców oraz warzyw w posiłkach "nadrabia" -słodkimi bułkami.

        Może opatentuję te cudowne diety? 

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Delikatna czakra







Pamiętam letni dzień, kiedy przy otwartym oknie położyłam się na tapczanie w pokoju na piętrze i odczułam niezwykłe i piękne wibrowanie. Wirowało nad moim brzuchem delikatne i prawie przezroczyste powietrze. Wirowało niezwykle szybko - jak rozszerzający się ku górze  stożek. Nie wiedziałam, co to jest, ale byłam zachwycona. To było trzynaście albo czternaście lat temu. Wśród codziennych problemów zapomniałam o tym. Ktoś kiedyś powiedział, że zasypałam w sobie rzekę. Być może?

A zatem- tak wygląda czakra. One istnieją. Ukryte i tajemnicze. Czy w codziennym życiu, gdzie trzeba pracować, albo zmieniać pracę, albo jej szukać- możliwe jest otwieranie tej wirującej spirali?

niedziela, 2 czerwca 2013

Skalne Miasto

Czechy - Skały Adrszpasko -Teplickie







      Oczarowany ten, co odkrył moc

      Otwarte wszystkie drzwi

   










 W tych korytarzach jak w bajkowym pałacu

można iść i iść.

Omszałe ściany i paprocie

To jest przepiękna, strzelista świątynia.









 






 Ogromne głazy z biegiem czasu opadają


      w dół, a woda rzeźbi piaskowce









Tutaj przychodzą czasami zaczarowane

babuleńki i obsypują chłodem w gorące

sierpniowe dni:):)

sobota, 1 czerwca 2013

Biedronkowo



Obudziłam się rano, gdy szyby w deszczu, gdy do rowów przydrożnych spływają ścieki z szamba. Pompują emeryci i drobni przedsiębiorcy, pompują lekarze i sprzedawcy jajek. To stary zwyczaj oszczędzania w naszym Biedronkowie. A na okładce „Wprost” twarz Magdy Gessler z wielką strzechą słomy. Właśnie dlatego kupiłam ten tygodnik. Od dawna mnie drażniła jej postać na ekranie i nie mogłam zrozumieć, dlaczego jest zapraszana do kolejnych lokali, gdzie wśród jej okrzyków i rzucanych garnków kurczą się właściciele. Po co im taka reklama?
Coraz większa fala nienawiści i wulgaryzmów w społeczeństwie wynika z bezsilności z braku perspektyw na przyszłość – mówi prof. J. Hołówka w artykule P. Najsztuba. (Wprost, nr 22, 2013r.)
Magda Gessler nie jest bezsilna, czerpie zyski z rewolucji ściekowej, z podłączenia się do rynsztoka w każdym miejscu.



Orient-Express

  Czy życie nie jest piękne? Jeszcze wczoraj wieczorem zalało mi kuchnię, bo urwał się zawór zimnej wody pod zlewem, i popłynęło strumieniem...