niedziela, 5 października 2014
Brama
Miałam dobry dzień w pracy, choć nie zawsze tak jest.
Jednak co ma powiedzieć znajoma N w mieście W, która otrzymała zwolnienie dlatego, że była lepsza od szefa? Otrzymała je niespodziewanie, tak -by nie mogła pójść na półroczne zwolnienie ze średnią miesięczną pensją 9000zł. Otrzymała je tuż po miłym spotkaniu, z podziękowaniem za plan zapięty na ostatni guzik do końca roku. On zarabia 10 razy więcej i poczuł się zagrożony. Awansowała każdego roku o szczebel wyżej: sympatyczna, młoda singielka z dużym urokiem osobistym, bardzo dobra w sprzedaży a do tego mogła poświęcić na pracę dwanaście godzin dziennie.
Nie przewidziała tej zagrywki. Zapomniała o metodzie: najpierw zapewnij niewygodnemu pracownikowi poczucie bezpieczeństwa a potem- won.
Co ma powiedzieć M z pensją 4000 brutto, gdy w podobnie niespodziewany sposób zostaje zwolniona z innego powodu.
I nie ma znaczenia, że wyrabia plan, że ma dzieci, że musi spłacać kredyt za mieszkanie. Być może szef zatrudnił koleżankę na jej miejsce albo kochankę, albo kuzynkę. Może miał zobowiązania wobec kogoś, lub nadzieję, że ta następna wyciśnie dla niego jeszcze więcej. Nie wiadomo.
Nie zmienia to faktu, że niedziela N i M jest koszmarna. Jak tu żyć, kiedy żołądek podchodzi do gardła?
Co ma powiedzieć spotkany pod bramą Manufaktury O?
Poczułam się niepewnie, kiedy zobaczyłam, że ukradkiem pociąga z butelki w cieniu muru, ale z drugiej strony wyglądał schludnie i nie było w nim nic z lumpa albo żebraka. Stał w cieniu pięknej, kutej bramy w miejscu, gdzie można zrobić fajne zdjęcie, więc podeszłam tam a on powiedział:
" Pani robi zdjęcia, bo tu teraz ładnie, wszystko odnowione, ale to przecież nie nasze. Jeśli pani jest Polką, to pani wie, że to kupił jakiś Niemiec czy Francuz... To wszystko ich. Tutaj dziewczyny za dziesięć godzin pracy dostają 900zł na rękę. Jak z tego żyć?
Mnie wygonili z placu, bo trochę wypiłem, więc przyszedłem tutaj. Przechodziłem przez tę bramę przez dwadzieścia lat. Ja tu pracowałem, kiedy jeszcze były zakłady Marchlewskiego. Dostawaliśmy wypłatę co dwa tygodnie. A teraz...?"
Mężczyzna miał smutne, ciemne oczy i szczupłą sylwetkę.
Porozmawialiśmy chwilę i odeszłam.
Pamiętam, jak wygląda szukanie pracy i nie mam chęci o tym mówić. Moje współczucie na nic się nie zda. Jednak przetrwałam i kiedy przychodzi noc, myślę, że oni także znajdą sposób.
wtorek, 23 września 2014
Trzeci brat
Miałam siedmiu braci o tym samym imieniu. Matka do każdego z
nich wołała- Janusz i za każdym razem odzywał się ten właściwy.
Mieszkaliśmy na kolonii, w domu z betonowym podwórkiem, gdzie
stał samochód ciężarowy z ogromnym kontenerem do przewożenia żywności. Było
jasne lato. Pewnego dnia przyjechali naganiacze, by zabrać moich braci do
wojska. Matka pojechała wraz z nimi. Zostałam sama, włączyłam telewizor, który
wisiał na ścianie jak obraz i usłyszałam wybuch. Kiedy wybiegłam z domu
zobaczyłam wielkie pożary w oddali i pomyślałam: wojna!
Nie wiedziałam, co robić; czy ratować siebie, czy dobytek,
czy jechać po rodzinę. Wrzuciłam do kontenera wzorzyste dywany i już miałam odjeżdżać, gdy usłyszałam
natarczywy dzwonek. Obudziłam się. A tu jesień za drzwiami i staruszka z dołu domaga się uwagi.
Kiedy jechałam do Łodzi wiele lat temu, krajobraz z okien
pociągu wyglądał jak wielka stolnica, owce chodziły po trawie, choć był już
koniec stycznia. Ale nudna równina –myślałam cicho. Jednak owce na trawie to
był plus dla mieszkanki mroźnej, północno-wschodniej Polski. Nie wiedziałam
wtedy, że miasto ma swoje wzniesienia, Dolinę Szwajcarską i początki Bzury. Nie wiedziałam, że po wielu latach wezmę aparat i pojadę do lasów łagiewnickich i Arturówka z Tuwimem jak mantra: zobacz ile jesieni/ pełno jak w cebrze wina/ a to dopiero początek/ to się dopiero zaczyna.
Obok tej restauracji ( Agat- Strykowska 94) jest grill- bar, gdzie można zjeść szaszłyk znad ognia lub pyszną szrlotkę z lodami.
środa, 10 września 2014
GUARANA
Prosto z Kauflandu pojechałam na grzyby. Nie wiedziałam, że podczas pełni grzyby nie rosną. Maluchów ani śladu- same dziadki i babki, ale
mam. Nazbierałam koszyk. Potem zrobiłam obiad i sałatkę - pycha! Potem
nastawiłam wielką miskę drożdżowego ciasta i pojechałam na rynek po
śliwki, gruszki, jabłka i pomidory. Potem urosło na schwał i ułożyłam je w
czterech blaszkach z owocami - ile się dało. Potem patrzyłam jak rośnie drugi
raz i unosi śliwki lub zatapia je w głąb. Takie gotowanie raz na jakiś czas
bardzo mi odpowiada. Na co dzień, jest zbyt nudne. Potem umyłam 10 kg pomidorów
polnych, pokroiłam je i przepuściłam przez maszynkę na przecier.
A potem piekłam, gotowałam, myłam słoiki, pasteryzowałam i miałam
jeszcze ochotę na rower, choć mam dziś nocny dyżur.
Skąd tyle energii...?
Pełnia? Słońce
zmieszane z deszczem? Czy wczorajszy napój z potrójną dawką niacyny i kofeiny z guarany?
Czułam jak mi podnosi naskórek na ramionach i faluje ciepłem od policzków do stóp.
Czułam jak mi podnosi naskórek na ramionach i faluje ciepłem od policzków do stóp.
Nie odkryłam żadnego miasta, nie byłam w podróży, nie
zachwycił mnie super- przystojny- więc jedynym rozwiązaniem tej radosnej
energii jest szklanka potrójnego „aktusia”. Ma dobry smak i szybko się wchłania. Ostatni raz piłam go sześć lat temu w zimowy, mroźny dzień, gdy
temperatura w pracy spadła do 12 stopni i palce siniały jak długopis.
Poczęstowała mnie Ania. To był świetny sposób na rozgrzanie i zachęcenie do
zakupu. Kupiłam kilka pudełek. Łyżeczka proszku na szklankę wody sprawdzała się
podczas długiej jazdy nocą lub podczas egzaminów, ale na dłuższą metę bez
rewelacji. Szczęścia to nie daje i spokoju ducha nie wnosi. Wzmożona aktywność wymaga później dłuższego spania i to jest
prawidłowe.
Skąd się wziął ponownie?
Ze spotkania z Anką. Poczęstowała
mnie napojem z potrójną dawką "aktivize Fit-line". Nie widziałyśmy się dość dawno. Od sześciu lat tyra- na dwa etaty spłacając
mieszkanie i samochód - popijając dzień w dzień -niemieckie suplementy, bo „składniki pochodzą z ekologicznych warzyw z Meksyku”. ( Kto poleci na drugą półkulę i
sprawdzi te super pola…?)
Wbito jej do głowy, że żywność jest niezdrowa, powietrze
niezdrowe i jedyny ratunek to zażywanie suplementów, sproszkowanej nano-żywności
, smarowanie twarzy kolagenem, naświetlanie lampami itp. Na początku wyniki były dobre, mnóstwo energii
i praca od piątej rano do dwudziestej, ale dla Ani było mało. Chciała jeszcze chodzić po
węglach, skakać ze spadochronu i biegać 20 kilometrów dziennie niczym super -robot.
Po co? Skoro żadne jej spotkanie nie jest towarzyskie. Skoro
zapomniała, jak fajnie zdrzemnąć się w fotelu przy ulubionym filmie, albo po prostu
nic nie robić, czytając "Wróżkę" lub "Wyborczą". Jednak początkowo wyglądała ładnie, pomimo braku
urlopu a jej szafę wypełniały sweterki z Monnari i Solaru.
Kiedy usłyszałam, że jej ostatni pomysł to "odżywianie się
praną"- zadzwoniłam. Była oburzona moją
ingerencją w jej prywatne życie:
- Dlaczego się wtrącasz? Jestem pod kontrolą lekarza, popijam
suplementy- mam wszystkie witaminy.
- To rodzaj anoreksji
- Czuję się świetnie, jestem taka lekka, nie lubię mięsa
- Nie musisz jeść mięsa, jedz warzywa, kaszę...
- To jest eksperyment, lubię eksperymentować
-Unikasz rozwiązania swoich problemów. Można je zajadać, albo zagłodzić.
Niszczysz siebie. Jesteś wychudzona. Ile chcesz ważyć? Trzydzieści?
- Nie musisz jeść mięsa, jedz warzywa, kaszę...
- To jest eksperyment, lubię eksperymentować
-Unikasz rozwiązania swoich problemów. Można je zajadać, albo zagłodzić.
Niszczysz siebie. Jesteś wychudzona. Ile chcesz ważyć? Trzydzieści?
Odłożyła słuchawkę.
Zawsze była szczupła, wysoka i wyglądała
całkiem dobrze, ale kiedy w lipcu zobaczyłam jej zdjęcie na Facebooku –przestraszyłam
się. Patrzyła na mnie wychudzona staruszka z woskową twarzą.
Wysłałam wiadomość z prośbą o spotkanie. Bez echa. Jednak wczoraj
zaprosiła mnie do kawiarni
na prezentację suplementów. Przyszła ostatnia. Patrzyły na mnie szare oczy w sieci zmarszczek
i woskowe palce starej kobiety w
dżinsach trzynastolatki.
Szef Ani w lnianej
marynarce i różowej koszuli połyskiwał rolexem jak Nowak w ministerstwie. Jasne
spodnie rybaczki obciskały mu łydki i
uda, skarpety w czerwone paski i wielkie szpice skórkowych butów "tańcowały" po
sali. Opowiadał o egzotycznych wyspach, prezentując w uśmiechu amerykańskie
zęby. Gość podoba się kobietom. Szczupły, opalony, umięśniony jak brojler na paszy
wysoko białkowej. Barwa głosu też odpowiednia i pewny siebie ton:
- Chcecie spełniać swoje marzenia , mieć urlop na Hawajach i
najlepszy samochód?
Czy też przyginać je nisko i żyć do pierwszego?- pytał retorycznie.
-Chcecie z trudem wchodzić po schodach czy wbiegać na nie
lekko, zrzucając zbędne kilogramy?
Uwodził widownię szpakowatym włosem- modnie ściętym,
obrączką na palcu, opowieścią o domu -wtrącaną mimochodem. Któż nie chciałby być
tak piękny, przystojny i bogaty?
Korpulentne panie i panowie z brzuszkiem słuchali uważnie. Siedziałam w ostatniej ławce.
Ile mrówek potrzeba na jego piramidę?- myślałam z niechęcią.
Ani nie wyszły Wyspy Kanaryjskie. Czasem jedzie do Turcji na zbiórkę innej sekty- Rady Świata. Urlopy i weekendy spędza na
sprzedaży. Do siedemdziesiątki będzie
spłacać kredyt. Lecz czy dożyje
pięćdziesięciu?
niedziela, 31 sierpnia 2014
Sandomierz
Droga z Kraśnika do Sandomierza była super. Kochane pagórki i słoneczne
doliny. Żadnej ściany! Co chwila inny
widok. Sobota. Nie było tirów. Nawet nie
padało. Domy zadbane, zakwiatowane, na cokołach pagórków . Kilometry sadów. To
zagłębie jabłkowe. Mogłabym tak hulać w tę i z powrotem przez całą Polskę.
Boże! zalej naszymi jabłkami Europę, Chiny i Bliski Wschód. Niech sypią się z
samolotów jak holenderskie tulipany z napisem Made in Poland. Zatrzymuję się kilka kilometrów przed
Sandomierzem, w domu z napisem: „www.zlota-agroturystyka.eu” , gdzie właśnie sadzą
róże. Jest tutaj Ukrainiec , który wysyła za granicę całe tiry
jabłek. To najmilszy gość w Złotej, stały lokator i
odbiorca. Spady na skupie po 13 groszy – niemożliwie tanio. W ubiegłym roku były po 40.
Stary fotel bujany trzeszczy w upale. Dostałam pokój od
południa. Za ciepło, ale wkrótce noc. Gospodyni lubi pogadać i sprzątać także, co od
razu doceniam. W altanie na stole pełno coli, chipsów, kanapek i piwa a dwóch
facetów uwija się przy wiadrach. Jeden
bardzo przejęty miesza goła ręką. Przekłada, dokłada, odejmuje, próbuje, wącha… ???
To rybia karma na konkurs rybacki. Chodzi o to,
żeby do nich szły wszystkie ryby...
Sandomierz mnie oczarował. Wysypał z
rękawa kamienice, katedry, ogrody i zamek. Jeszcze Wisła w oddali. Kazimierz
się nie umywa. Za szybko się kończy.
Schabowe w Don Matteo twarde jak tektura i równie smaczne, ale
szarlotka pycha -prawie jak z
Novorolu. Żeby tu wejść, mijam dworek z
gankiem, flagę narodową, Matkę Boską w
ogródku i drewniane kierpce na ganku.
Miejsce w sam raz dla PIS-u. Moje
ułamki podziwiają zabytek i idą dalej do aż wypasionych plebanii na wzgórzu.
piątek, 22 sierpnia 2014
FIOLETOWE KWARKI
Fioletowe kwarki
w purpurowych ogrodach
chryzantem sztorm
wysypią na zaułki
w grobowcu miasta
smukłe nogi słońca
Zdejmij baleriny
blaszanych dachów
i kominami kwiatów
otul
je
bransolety irysów
pobrzękują na kostkach
Mrówki w okularach
wychodzą z supersamów
i w japońskich spódnicach
po szosach śmigają
niebieskookie skwarki
przegryza mordka wiatru
Białe piegi stopu
w uliczkach kratkowanych
rozgrzane popołudnie
rozpłaszczają w bramach
Purchawy i purchawki
w przydeptanych kapciach
sękate bąki
wypuszczają na balkon
w lodówce woda drży
Hej! kapturki czerwone
przysypane zmierzchem
światełka migają
bo król nocy wzywa
Hej! kapturki czerwone
przysypane zmierzchem
światełka migają
bo król nocy wzywa
środa, 20 sierpnia 2014
Czerwone maki słońca
Kraków 1982 wyciska z oczu łzy. Przyjechałam o zmierzchu. Tak
samo jak dziś siedziałam w Novorolu. Stare pudernice w aksamitnych fotelach
miały ciekawą biżuterię. Mgławice duchów
wychodziły z zaułków, ciągnęły ulicami.
Był pierwszy
listopada. Miasto jak wielki grobowiec.
Teraz
tonie w kwiatach. Czerwone maki słońca mocno przypiekają.
Wchodzę do chłodnej Zary i kupuję szorty. A
wokół ludzi tłum, kafejki na chodnikach. Rosjanin pięknie gra na guzikówce.
Kobieta w gruzińskiej knajpie wyciąga z torby pól litra i nalewa
do szklanki. Dwie Cyganki bezczelnie stawiają kubki na monety. Każdy zarabia, jak się da.
Przede mną grupa rudych, piegowatych- baobabów unijnych. Na
szczęście -poszli dalej.
sobota, 16 sierpnia 2014
Babski blues
Cały dzień w łóżku i czytanie „Babskiego bluesa” Eryki Jong.
Powieść wydano dwa lata po narodzinach córki a ja nic nie wiedziałam. Szkoda.
Może to by coś zmieniło w moim dawnym życiu?
Cały dzień w łóżku, zupa i
grabienie trawy i czytanie babskiego bluesa i słońce włazi na parapet i
kilogramy słońca i wielkie kilosy słońca!
Jak mogła kochać
utrzymanka?- Nie pojmuję. Mężczyzna, który nie pracuje jest aseksualny. Jednak
nie dla bohaterki. Dziwne. Dla super bohaterki, która zapisywała w dzienniczku,
że siedem razy dziennie miała z nim seks, super seks, super pieprzenie, super
miłość, super kochanka, który był jej bożkiem
i bez którego nic nie miało sensu a dwie małe dziewczynki o imionach Ed i Mike
były jak jej przyjaciółki i to wszystko dziwne. Wielkie bogactwo, obrazy po
dwieście tysięcy, życie blisko lasu z taką kasą bez ochroniarza z córeczkami, ich
nianią i asystentką. Dziwny świat i bardzo wciągający. Co w nim
feministycznego? To prawdziwy świat i nieprawdziwy.
Stare panny w szkole,
pedagożką ze zmarszczkami na nosie, pielęgniarki, które latami nie miały
faceta. Smutne to i gorzkie a tu -Eryka o seksie mówi z uwielbieniem. A z jaką czułością pisze
o wibratorze, kiedy porzuca ją kochanek?
Super książka. Dawno nie
czytałam równie dobrej i fascynującej, a kupiłam ją w Litera- cafe za cztery
złote. Jasne, że słyszałam o pisarce, ale nie miałam czasu na czytanie. Budowanie
domu, ferma, hurtownia, pełne stawy karpi, dzieci, przedszkola, szkoły, kółka
zainteresowań, klienci, dostawcy, kredyty, zakładanie ogrodu, który
wystarczyłby na dziesięć innych, pranie, sprzątanie, zakupy, zagubienie. I
wreszcie wszystko diabli wzięli.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Orient-Express
Czy życie nie jest piękne? Jeszcze wczoraj wieczorem zalało mi kuchnię, bo urwał się zawór zimnej wody pod zlewem, i popłynęło strumieniem...
-
Wreszcie śnieg i mróz, i słońce, i prawdziwa zima. Spóźniona o miesiąc, ale jest. Szrot który mijam każdego dnia obsypany śniegiem. Sople...
-
Przeczytajcie ten wpis, bo w razie potrzeby będziecie wiedzieć, do kogo iść. Ja nie wiedziałam. To, że trzeba natychmiast operować syna s...
-
Mieszkają w Trokach na Litwie od siedmiuset lat. Jest ich dwustu sześćdziesięciu. Polacy z Litwy mówią o nich- Karaimowie i uważają za odła...
-
Czy wiecie jakie jest największe przekleństwo w Białymstoku…? - „A żeb ciebie dwa sliedzi obsrali…!!!” Ten tak miły dla ucha język sły...
-
Trzydzieści dolarów- tyle mi zostało po opłaceniu wizy, pilotów, przewodnika, przejazdów i biletów wstępu do świątyń. Trzydzieści dolaró...
-
I Grzybku maleńki biegłaś mi na spotkanie o czwartej po południu z ufnością ...
-
Żeby spędzić weekend w Hotelu Gołębiewski wystarczy mieć kuzyna, który Cię tam zaprosi i pokryje koszty, bo właśnie obchodzi swoje urodz...
-
Dopiero teraz rozumiem- dawne piosenki pełne tęsknoty i ciepła: „ Mówcie co chceci nie ma na swieci joj jak serce batiara”/Batiar jak...
-
Maleńczuk w Internecie śpiewa o Putinie z właściwym sobie wdziękiem: „ владимир на бсегд а ни хуя „. To jest konkretny głos w sprawie U...




