poniedziałek, 13 marca 2017

Sex and the City

Za co lubię ten film?
Bo mnie bawi, bo odpoczywam, bo odnajduję kawałek siebie w każdej z bohaterek, bo wspaniale jest pomyśleć, że można odejść od faceta tylko dlatego, że kupuje mieszkanie z garderobą tak małą jak szafa w przeciętnym m3, albo dlatego, że trzaska drzwiami. Luksus! I to jest to! Za to go lubię.
Bohaterki równie kochane co okropne: Carrie (S.J. Parker) chuda niemożliwie i z krzywymi nogami, Miranda-  złośliwa, Charlotte- głupkowata a Samantha- erotomanka.
 A jednak, kiedy jestem zmęczona, włączam kanał czterdziesty i wpadam w te wielkie szafy, garderoby, pralnie, podrywy, spotkania i rozstania,  kochanków Samanty, wahania Carrie, ironię Mirandy itd. itd. I już mi nie przeszkadza wielki nochal Parker i już nie drażni mnie, że mówią o niej piękna, że kamera żongluje tak sprytnie, by nie pokazać jej naprawdę.... Wpadam w rytm felietonów, które się nie kończą ani nie zaczynają, ale wiszą w powietrzu jak baloniki Okudżawy 
I lubię jej garderobę i tysiąc par butów i przystojnego Biga. Bo jest taki poważny i w ogóle..., i lubię, że ta Carrie taka powiewna z charakteru, taka nie do kupienia!
A Samantha? Fascynująca blondynka pełna życia, szczera do bólu (Kim Cattrall), erotomanka do kwadratu-  Ale jakże wolna! - zwłaszcza w krajach arabskich, gdy zrzuca spódnicę i paraduje w białych szortach na targu. Jak tu jej nie lubić! A Miranda? -cyniczna prawniczka z grzybową fryzurą- ale to ona „robi za faceta” w związku, co wcale nie jest rzadkie i to ją widuję w życiu codziennym a jej cyniczne uwagi w rodzaju: „ Czy on się nie podciera, jego majtki były brązowe...!” to samo życie. I wreszcie Charlotte z jej naiwnością i marzeniami o małżeństwie z facetem idealnym, z okrzykami i westchnieniami trzydziestoletniej nastolatki z rozwianym włosem. 
A jednak -kiedy idą razem przez miasto to kwartet doskonały. Kiedy piją kawę w kawiarni albo inne trunki i opowiadają o swoich rozczarowaniach i oczekiwaniach i nigdy się nie krytykują- to po prostu bajka. Te kobiety umieją się przyjaźnić, nie wchodzą sobie w drogę, nie odbijają facetów. Tutaj są idealne i za to je kocham.

Mam jeszcze jeden film na odpoczywanie: „Cztery wesela i pogrzeb” i oczywiście : „Bridget Jones”

2 komentarze:

Orient-Express

  Czy życie nie jest piękne? Jeszcze wczoraj wieczorem zalało mi kuchnię, bo urwał się zawór zimnej wody pod zlewem, i popłynęło strumieniem...