sobota, 23 czerwca 2018

Rozwód w Ełku



W jednym ze swoich wykładów Ajahn Brahm mówi o rozwodzie jak o wielkim pączku. Że powinien być wielkim świętem, na które sprasza się gości i urzadza przyjęcie nie mniejsze niż wesele a państwo rozstający rozdają ukłony i idą w tany ciesząc się z rozstania. Ta myśl mnie olśniła jak niegdyś drogowskaz wśród żyta. Olśniła mnie, bo jej istotą jest podziękowanie jakie składają sobie dwie rozchodzące się istoty. Podziękowanie za czas jaki ze sobą przeżyły.
Nigdy nie byłam na takim przyjęciu, ale jeśli się gdzieś wydarzy to chętnie je zobaczę. Jedna z moich koleżanek z licealnej klasy rozstała się z mężem po wielu latach, gdy dzieci już dorosły: „Nie było nienawiści i nie było miłości, po co to dalej ciągnąć?” - tak powiedziała. Rozwód był szybki i zgodny ale bez przyjęcia. Nie było drugiej części- wielkiego bukietu na stole ani listków weselnych na krzesłach. Bo w istocie rozwód o którym mówi Ajahn jest wielkim dziękczynieniem. Utopia? Raczej tak. Skoro potrafimy być wobec siebie tak głęboko uprzejmi i wdzięczni - to po co się rozstawać...?
Mój pierwszy rozwód skończył się i zaczął na jednej rozprawie, gdzie wszyscy byli zgodni. Było lato i szliśmy ulicą przez park przy fontannie. On powiedział, ze mnie zaprasza do Krakowa, jakby się nic nie stało. Jakby to był podwieczorek. Nie pamiętam, co mu odrzekłam ale byłam pewna że to ostatni spacer.

Jednak dziś po wielu latach, za co mogłabym mu podziękować...? Że sprzedał swoją książeczkę mieszkaniową z Krakowa i urządził nam wspaniałe wesele w apartamencie drogiego hotelu w centrum miasta i zaprosił gości z ulicy. Siedzieli zadziwieni na białych krzesełkach i przecierali oczy. Byłam niezmiernie szczęśliwa i do tej pory widać to na zdjęciu. Byliśmy młodzi  i mieliśmy fantazję – zaiste filmową. Nie znam nikogo innego, kogo byłoby na to stać. Jego hojność mnie wtedy olśniła. Nie znoszę skąpych mężczyzn. Ale potem n niestety przyszła codzienność. On uważał, że pracuje się tylko wtedy, gdy ma się ochotę - niczym Marlon Brando. Ale nie miał wyspy jak gwiazdor ani nawet motoru popularnego w „Peerelu”, więc już po roku wiedziałam, że nie zbuduję z nim wymarzonego domu ze wspaniałym ogrodem ani niczego trwałego.
Szliśmy przez park w letni dzień wśród poszarzałych drzew i zamykała się nieodwołalnie olbrzymia księga moich marzeń.



środa, 13 czerwca 2018

KOLEKCJA


Szare ulice,  domy, tramwaje i chłopak z dziewczyną w białych adidasach- wszystko ją drażniło. Była zła i zawiedziona. Włóczyła się po mieście do wieczora, choć siąpił deszcz. Potem usiadła w kawiarni i czekała aż przestanie padać. Zamówiła wino, potem drugie i rozejrzała się, ale wokoło były jedynie jakieś baby i laptopowiec zastukany w ekran z druciakiem na nosie. W końcu wyszła, odebrała bagaż ze skrytki i wsiadła do pociągu. Zdegustowana, mijała kolejne przedziały aż trafiła na swój. Pod oknem siedziała dziewczyna w jasnych dżinsach, modnie podartych i przeglądała się w lusterku. Natalia szybko nawiązała rozmowę. Potrzebowała kogoś, kto jej wysłucha, bo wszystkie plany spędzenia w Krakowie pięknego tygodnia runęły jak lawina. Dziewczyna pod oknem miała na imię Iza i słuchała uważnie. Natalia wylewała z siebie złość i gorycz z całego dnia:
- Ta franca, moja ciotka ma  nogi porośnięte  włosami i chodzi bez rajstop  a w domu zimno jak diabli.  U nich 12 stopni to  ciepło. Nie opalają mieszkania,  rozumiesz to...?! Ja w rajstopach marzłam a ona bez pończoch latała jak fryga w tej długiej, czarnej opończy z lumpexu. Pewnie jej wygodził mężulek, to się rozgrzała, ale mnie franca położyła w zimnym pokoju i jeszcze mi dała cienką kołdrę przykrytą starą kapą z dziurami. Co za świnia. Marzłam i budziłam się, ale miałam nadzieję, że jak u nich zostanę, to może kogoś spotkam. Wzięłam  fajne ciuchy i miałam iść do kina albo jakiegoś pubu. Na pewno ktoś by się znalazł, ale ta franca spławiła  mnie jednym zdaniem. Nie zapomnę jej tego i powiem matce, żeby jej więcej nie przyjmowała. Jak ta pinda do nas przyjeżdża to matka tydzień wcześniej zaczyna gotować, bo Rafałek przyjeżdża z Iwonką. To taka wspaniała para!, tak się kochają, tak wspaniale wychowują dzieci, ona taka zaradna, taka zdolna, tak dobrze prowadzi dom, choć im się nie przelewa.... i och i ach! I od tych zachwytów matki rzygać się chce.
Nie lubisz jej co...! uśmiechnęła się Iza i w jej oczach pojawił się błysk zrozumienia.
Nienawidzę tej małpy! -wykrzyknęła Natalia
Może się boi, że on ją zdradzi, dlatego się ciebie pozbyła. To chyba nie byłoby trudne...? - spytała Iza uśmiechając się i patrząc na nią z uznaniem
Lubię Rafała. To fajny facet ale co bym z niego miała....? To golec po pierwsze a po drugie na upartego mógłby być moim ojcem. 
Mówiłaś, że jest przystojny -ciągnęła Iza 
Wolałabym inny sposób... powiedziała Natalia i spojrzała na koleżankę
Iza czytała jej w myślach, ale nie podjęła tematu. Po chus  mi żonaty facet, w dodatku bez kasy takich jest na pęczki i jeszcze  dzieciaty...
Dziewczyny umilkły. Deszcz znowu zaczął padać i usypiał je. Natalia przykryła się płaszczem i zaczęła drzemać. Była zmęczona po nieprzespanej nocy..., wyciągnęła z walizki sweter, zwinęła go jak wałek i podłożyła pod głowę a stopy wsunęła pod kurtkę Izabeli. Cieszyła się, że znalazła bratnią duszę i że nie musi się męczyć ze starymi  babami w jednym przedziale. Zaproszę ją do siebie,  jak tylko się obudzi- pomyślała.  Matka na pewno się zgodzi. A może potem ona zaprosi mnie do Warszawy...? Mówiła, że mieszka na Pradze. Może w Warszawie kogoś spotkam...?   Czuła się bezpiecznie przy nowej koleżance i odetchnęła.  Miała piękny wełniany  płaszcz, który okrywał ją ciepło jak jesienny pled. Złość na ciotkę  przycichła jak burza i siąpiła deszczem jak krople za oknem.  W przedziale było cicho i spokojnie. Natalia usnęła na dobre. Pociąg jechał miarowo w noc i dudnił po szynach. Iza też przykryła się kurtką i zamknęła oczy, ale nie spała.  Opowieść Natalii przypomniała jej własną ciotkę, której nienawidziła z całego serca i każdego dnia życzyła jej śmierci.  Przeniosła się na fotel obok Natalii i wyciągnęła nogi. Poprawiła jej płaszcz, żeby okryć stopy. Na szczęście był dostatecznie długi. Koleżanka spała jak suseł. Lubi ciepło - pomyślała Iza i uśmiechnęła się. Przykryła się kurtką i delikatnie przytuliła się do Natalii, sięgając po jej torebkę. Na następnej stacji   szybko wstała  chwyciła plecak i prawie biegła do wyjścia. Nikt jej nie ścigał.  Kiedy pociąg odjechał, rozejrzała się po peronie, weszła na dworzec i zajrzała do środka zdobyczy. W portfelu było 200zł i karta płatnicza. Wypróbuję ją- pomyślała i spojrzała na rozkład. Pociąg do Krakowa był za  godzinę. Podeszła do kasy i poprosiła o bilet ulgowy. Z niepokojem przyłożyła kartę do czytnika  i po chwili bilet już był w jej ręku. Czy gdzieś tutaj jest „Żabka” spytała, albo sklep nocny. ?
Niedaleko na pewno zdążysz- powiedziała kasjerka
 Dziewczyna rozejrzała się trwożliwie. Bała się policji. Wszystko zepsują i jeszcze zabiorą, co się da. Weszła do toalety i jeszcze raz dokładnie przejrzała portfel. Bilety tramwajowe zostawiła. Notes wyrzuciła do kosza. Prawo jazdy też. Potem dowód osobisty i wszystkie rachunki jakie były oraz   karty do sklepów. Zostawiła pieniądze i medalik w małej kieszonce. Może się przyda? A  teraz telefon! Siedząc na kiblu włączyła go i kasowała po kolei wszystkie wiadomości i zdjęcia.  Tamta nie zadzwoniła. Jeszcze nie wie. Niech sobie śpi idiotka. Miała dwieście złotych i zamiast jechać do Zakopca pojechała do domu, bo ciotce nie pasowało. Już ja bym jej dała.... wyjęła z telefonu kartę.  Spuściła wodę i ucieszyła się, gdy karta wirując, spłynęła na zawsze.
Teraz torebka jest moja. Nawet jak mnie złapią, to nikt nie będzie o niej wiedział. Nie ma śladów. Jest moja.
Wyszła z toalety  i stanęła przed lustrem. Umalowała usta. Potem szybko pobiegła do Żabki, wybrała sok,  bułki, czekoladę, suchą kiełbasę, papierosy i hot-dogi. Sprzedawczyni uwijała się szybko. Karta znów zadziałała.
 Wsiadła do pociągu, usiadła na wolnym miejscu i odetchnęła. To był bardzo udany wieczór. Miała bilet, papierosy, pieniądze, jedzenie... Po prostu wspaniale. Była szczęśliwa. Taki łup już dawno jej się nie trafił. Z radością otworzyła torebkę i obejrzała kosmetyczkę.  Był w niej tusz markowy i puder „Make up forever”, który oglądała w Seforze i cień do powiek i błyszczyk Diora. Skąd ona ma tyle kasy?- pewnie od matki. Ale głupia... Ja bym tej ciotce nie darowała.  Ja bym zachorowała na niby  a jak by poszła do pracy to bym się zajęła Rafałkiem. Mnie by tak łatwo nie wyrzuciła... Iza  ponownie obejrzała telefon  i zaczęła planować: Sprzedam albo zostawię sobie. Ciekawe, jak długo będzie działać karta? Trzeba kupić coś jeszcze... bon podarunkowy za 50 złotych. Do trzech razy sztuka.  Torebka też ładna- przyda mi się. Mogłam zabrać neseser, pewnie tam miała fajne ciuchy ale lepiej mniej a pewniej. To była jej zasada. Jej koleżanka zawsze była zbyt łakoma. Nie umiała przestać i siedzi w poprawczaku. A ona umie czekać i nie da się złapać. Jak kasa się skończy, wróci do bidula. W bidulu  trochę posiedzi, uśmiechnie się, pójdzie do szkoły i zaliczy listopad.  Zawsze jej idą na rękę i dają kolejną szansę.  Dobrze, że nic nie powiedziałam, bo by mnie znalazła a tak nic nie wie.  Spojrzała w okno i ogarnęła ją pustka, weszła w nią zimnymi włosami jak topielec. Iza wzdrygnęła się z obrzydzenia i czym prędzej otworzyła torebkę, żeby się pocieszyć  Wyjęła batonik i zjadła łapczywie, potem drugi. Włączyła  swój telefon, wybrała muzykę i założyła słuchawki. Do przedziału weszła starsza kobieta i powiedziała dzień dobry. Iza burknęła pod nosem i to było wszystko. Nie miała zamiaru gadać ze staruchą, najchętniej, by ją wyrzuciła. Zamknęła oczy i próbowała zasnąć, jednak sen nie przychodził. Przypomniała sobie dom i pijaną matkę i bełkot, którego nienawidziła, smród papierosów i kiepskiej wódki.
  W Krakowie rozejrzała się po peronie. Ludzie wysiadali a ona wśród nich z plecakiem. Wyglądała jak turystka. Był weekend. Jesienny i zamglony ale ciepły. Wyszła na zewnątrz i poszła do galerii. Kupiła bon podarunkowy za 50zł na gorsze czasy i był to ostatni zakup, bo karta przestała działać.  Wyszła na parking. Na podjeździe dla inwalidów stał piękny czarny mercedes z napisem „Andre”  na desce rejestracyjnej. Samochód lśnił jak lustro. Taki by mi się przydał... Ciekawe, kto nim jeździ...? Rozejrzała się uważnie, ale nikogo nie było. Psów też nie było. Pewnie się wynieśli albo zasnęli po deszczu. Stanęła patrząc na samochód. Jej adidasy odbijały się w czarnej masce i były wielkie jak rakiety tenisowe. Wyjęła telefon i zrobiła zdjęcie.
Podoba ci się...?- spytał ktoś niespodziewanie.
 Piękny - powiedziała poważnie. Takim mogłabym jechać i jechać...
Mogę cię podwieźć-  powiedział  mężczyzna w granatowych spodniach i niebieskiej koszuli, która wystawała spod ciemnej kurtki z czarnej skóry.
To pana? Spytała
Tak
No nie wiem....powiedziała powoli taksując go szybko, miałam jechać do Zakopanego do ciotki i zaspałam w pociągu a teraz trzeba czekać.... Kłamała jak najęta i była w tym dobra.
Mogę cię tam podwieźć- powiedział - ale nie dziś- dodał z  uśmiechem
Może? - powiedziała powoli-  może to niezła myśl i uśmiechnęła się zachęcająco...
Facet wyglądał na 50 lat, był sztywny i pewny siebie. Te granatowe spodnie w ogóle jej się nie podobały ale  głos  był mocny i niski
Bogaty pomyślała, dlatego taki ważniak...
Może kawa albo czekolada- spytał?
Wolę czekoladę- powiedziała i odeszła od samochodu. To chodźmy do McDonalda- powiedział zdecydowanie. Iza ucieszyła się. Wygląda jak mój ojciec. Nikt nie zaczepi tatusia z córeczką. Spojrzała na tablicę rejestracyjną, by zapamiętać numer i zapisała go w myśli. Kiedy podszedł do niej z plastikowym kubkiem, wypiła połowę i powiedziała cicho:
 Niech pan poczeka, muszę do toalety.
Dobrze- zgodził się sztywno i spojrzał na zegarek
Smarkata -pomyślał- ale była w jego typie, szczupła z długimi prostymi włosami i bardzo ładną twarzą. Wygląda na siedemnaście, siksa... i ta buzia czarnego aniołka... a jeśli nie wróci...? pomyślał z niepokojem... Uśmiechnął się, kiedy zobaczył, że idzie w jego kierunku w modnie podartych dżinsach z szerokim uśmiechem. 
Może jesteś głodna -zapytał?
Tak, coś bym zjadła- odparła
To jedziemy! Znam świetny lokal- powiedział zdecydowanie.
Wierzynek?-spytała
Nie, Wierzynek jest teraz kiepski, to nie to, co kiedyś -odparł
Pewnie za drogi...?- powiedziała dziewczyna
Nie o to chodzi, brak wyboru – odparł- a sosu na talerzu dosłownie trzy plamki. Trzy małe kleksiki- nie przesadzam. Znam o wiele lepszy lokal, jedzenie  dobre i można się najeść.
Wolałabym się przejść...nie znam pana
Słusznie powiedział. Jesteś ostrożna. To mi się podoba, ale mów mi po imieniu- Andrzej.
A jak ty masz na imię...?
Izabela
Piękne imię i piękna dziewczyna- powiedział poważnie. Wziął na ramię jej plecak i dodał: - -   Rzadko chodzę, ale biorę udział w biegach maratońskich 
W biegach?- spytała
Tak to poprawia kondycję. Jeżdżę albo biegam- pieszo nie chodzę. Nie ma potrzeby.
Hm... powiedziała cicho
Jednak dziś zrobię wyjątek- dla Ciebie- podkreślił
Stary – pomyślała dziewczyna, patrząc na jego zmarszczki i cienie pod oczami. Na pewno farbuje włosy i ma implanty, pewnie tak...
Gdzie mieszkasz -spytał?
W Szczecinie -odparła
To kawał drogi....i jedziesz w góry sama bez chłopaka...?
To przesłuchanie? - spytała zaczepnie
Chciałbym o tobie coś wiedzieć...?
Po co?-odparła
Podobasz mi się, zabrałbym  cię na swój jacht.   
Hasło jacht zadziałało. Zmarszczki mężczyzny od razu zmalały i wydał się młodszy.
Ciekawe, jaki ten jacht.... pokażesz zdjęcia?- spytała
Jasne- odparł .
W lokalu był półmrok i leciała jakaś stara melodia. Kiedy kelner przyniósł kartę wybrała drogie danie z borowikami i martini jak w filmie. Andrzej wybrał tylko sałatkę i wodę.
Nie jadam w nocy- powiedział. 
Po dwóch kieliszkach martini Iza promieniała. On jest nawet podobny do ojca myślała ale tamten od razu by się nachlał, a ten popija wodę. 
Może dżin z tonikiem? - zapytał
Nie dziękuję
Na razie wystarczy -pomyślała -Jeszcze mnie schleje i zaciągnie nie wiadomo gdzie jak w powieściach kryminalnych które czytała namiętnie. Jeszcze na dworcu, gdy zaproponował czekoladę wysłała SMS do koleżanki z numerem rejestracyjnym jego samochodu a wcześniej zrobiła zdjęcie. Lubiła czytać i to jej pomagało. W bidulu zapisali ją do prywatnej szkoły, gdzie poziom był taki, że bez problemów zaliczała semestr nawet jak miesiąc czy dwa nie było jej w szkole.
Rodzice nie boją się puszczać ciebie samej...?- zapytał ponownie -
Jestem pełnoletnia - odparła. Skończyłam liceum i myślę o wyjeździe do Holandii. Mam koleżankę, która pracuje na zmywaku w jakiejś knajpie i bez problemu załatwi mi pracę. Zobacz to ona. (Pokazała mu zdjęcie na wyświetlaczu). Tutaj nie ma szans  a tam można zarobić.
 Z ożywieniem opowiadała o swoich planach i pokazała kolejne zdjęcia. W tym wypadku nie musiała kłamać. Ta koleżanka to było jakieś wyjście. Tyrać tutaj za grosze nie miała zamiaru.
Możesz pracować u mnie jako sekretarka - powiedział
A ile zarobię?
Na początek dwa tysiące a potem zobaczymy
Czemu nie , mogę spróbować..., ale nie mam mieszkania - dodała
Mam wiele mieszkań w całej Polsce, tutaj też mam mieszkanie, możesz zobaczyć, jeśli chcesz... Miałem dziewczynę. Była studentką. Dałem jej mieszkanie, które opłacałem i trzy tysiące na miesiąc a potem dałem jej nawet dostęp do konta, ale ukradła wszystko i wyjechała.
Przykre -powiedziała
Było na nim tylko czterdzieści tysięcy. Utworzyłem to konto, aż tak głupi nie jestem. Za-brała wszystko i zniknęła bez słowa - ciągnął dalej.
Izabela spojrzała na jego twarz i nic nie powiedziała. W sztywnych szczękach, starannie wygolonych było coś jak grymas smutku. 
Lubię młode dziewczyny. Stare mnie nie interesują – powiedział po chwili niespodziewanie
A żona?- spytała
Żona ma dom i pensję, widzę ją dwa razy w roku i wystarczy. Niczego jej nie brakuje, Opłacam wszystko. Niech sobie żyje jak chce.
Jak zarobiłeś pieniądze na te mieszkania?- spytała
Kiedyś zacząłem od handlowania. Kupowałem towary w Turcji i sprzedawałem tutaj. Nie musiałem inwestować za dużo. Potem dawali mi towar nawet bez pieniędzy, miałem zaufanie i brałem coraz więcej ale zawsze płaciłem. Trzeba płacić. To się opłaca. Mieszkania były tanie, nie to co dziś. Kupiłem dwa mieszkania w Warszawie potem następne dwa, potem cztery. Potem kamienicę a dziś to jest majątek i nie muszę pracować. 
Miałeś farta- powiedziała Iza
Jestem inteligentny – odparł i spytał
Więc jak? Pojedziesz do mnie? Mam tutaj małe mieszkanko wyłącznie dla siebie. Możesz w nim zamieszkać jeśli chcesz...  Często wyjeżdżam, nie lubię siedzieć w jednym miejscu. Zwiedziłem już pół świata. Skinął na kelnera i zapłacił rachunek.
Ten kelner taki smutny – powiedziała Iza 
Nawet kelner ma prawo do miłości, ale widać mu nie wychodzi- powiedział z przekąsem
Dlaczego? -zapytała
Bo jest tylko kelnerem – odparł
 Kiedy jechali przez miasto Iza starała się zapamiętać drogę.  Samochód  zatrzymał się przed szlabanem w pobliżu wieżowca, a kiedy szlaban się uniósł, przejechał gładko i miękko i zatrzymał się w miejscu z narysowaną kopertą.
Jak tu wygodnie, aż szkoda wysiadać...powiedziała Iza
Lubię samochody klasy S, bo spełniają moje oczekiwania- powiedział mężczyzna. Potem weszli do budynku i do windy. Iza  bała się trochę, ale pomyślała, że tu jest zbyt dużo ludzi i kamer, żeby coś miało jej grozić. To by się mu nie opłacało. Wjechali na ostatnie piętro i weszli do kawalerki, gdzie połowę pokoju zajmowała rozłożona kanapa z pościelą. Nad nią wisiał obraz olejny z bardzo młodą dziewczyną, podobną do Japonki.  Dziewczyna miała długie kucyki spadające na ramiona i maleńkie piersi jak u dwunastolatki. Stała w szerokim rozkroku z wypiętymi wargami a druga dziewczyna zbliżała do nich twarz siedząc u jej stóp. Obie były nagie. Iza od razu zauważyła ten obraz i wielkie okna na pół ściany. Dwa okna narożne z widokiem na panoramę miasta.
Patrzyła z podziwem i zachwytem na światła wokół, gdy noc wchodziła do pokoju. Była tam tylko jedna zapalona lampa i dwa krzesła przy niewielkim, owalnym stole. Iza stanęła przy laptopie na szerokim parapecie i rozejrzała się po pokoju. W głębi był aneks kuchenny z zabudowaną lodówką i niewielką płytądo gotowania.  Na parapecie zamiast kwiatów stały olbrzymie  fallusy. Były czarne, orzechowe i brązowe. Największy z nich sięgał do sufitu. Na półce nad drzwiami fallusy były mniejsze, niektóre kolorowe. Wyglądały jak wyrzeźbione w chwili wzwodu. Mężczyzna podświetlił je lampką widząc zainteresowanie dziewczyny.
To moja kolekcja kutasów- powiedział powoli. Te na oknie przywiozłem z Afryki. Są z mahoniu, bambusa i hebanu a te tutaj z rożnych krajów. Ten biały marmurowy z Grecji, te kolorowe z Filipin. Podobają ci się?
Mhm....- odparła zmieszana
Zaczerwieniłaś się... dlaczego? I po raz pierwszy roześmiał się głośno i z jego twarzy przez chwilę zniknęła sztywność jak maska
Jest podobny do mojego ojca- pomyślała Iza i odetchnęła z ulgą. Niepotrzebnie się bałam. Weszła do łazienki, zapaliła światło i przekręciła klucz. Jej legitymacja była dobrze ukryta pod poszewką kurtki. Wysłała do koleżanki SMS z adresem mieszkania i pochyliła się nad umywalką z mydłem w kształcie fallicznym. Nawet ręcznik miał jego rysunek. 
On ma świra -pomyślała. Same chuje. Ciekawe ile ma lat? Bogaty- to odmłodzony. Może mieć ze sześćdziesiąt, pewnie tak. Jest taki stary i te spodnie takie okropne, ale ma jacht. W tym momencie zobaczyła siebie na jachcie w zachodzącym słońcu. Piękny młody chłopak mył jej długie włosy, gdy patrzyła w dal a dziadek dogorywał w kajucie na dole. Był taki film , gdzieś go już widziała... On ma jacht
Kiedy wyszła z łazienki i stanęła przy oknie zapytała: te medale to także kolekcja....?
Tak, odparł to moje medale z maratonów. Wisiały w jednym miejscu na tablicy jak obraz. Stanął za nią z tyłu i powoli rozdzielił jej włosy a potem założył frotki i powiedział: jesteś piękna.
Izabela odwróciła się i powiedziała: Tak jak na obrazie...
Podszedł jeszcze bliżej i objął ją delikatnie: 
Chciałbym, żebyś tu została
Wiem o tym- powiedziała cicho i pomyślała, że jego perfumy pięknie pachną
Ale jest taki sztywny- niepodobny do wujka … on nie farbuje włosów i ma 40 lat.
W tym momencie mężczyzna uszczypnął ją w pośladek i przeniknął ją dreszcz obrzydzenia. Odsunęła się niechętnie. Głupi dziadek- pomyślała i dodała głośno:
Jeśli chcesz,żebym została, zostanę, ale pieprzyć się z tobą nie będę. Nie jestem gotowa. Nie dziś. Jeśli ci to nie odpowiada- wychodzę. 
Mężczyzna przez chwilę popatrzył na nią ze złością, potem ze zdziwieniem i powiedział powoli i wyraźnie:
 Ja nie jestem w gorącej wodzie kąpany...
Wygrałam- pomyślała 
W pokoju zapadła cisza.  Andrzej włączył muzykę.
Jeśli ci nie odpowiada, znajdź coś, co lubisz.
W porządku- odparła – lubię te stare kawałki.
Muzyka Franka Sinatry nie była jej obca. Często słuchała jej z wujkiem. Wujek który był jej pierwszym kochankiem mówił do niej często: Jesteś piękną dziewczyną, nie sprzedawaj się tanio. Kiedy miała problem, szła z nim do niego. Lubił ją. Rozkładał koc na podłodze, zaparzał herbatę i pieścił ją długo i powoli. Był starym kawalerem i nie był pijakiem. Lubił się z nią kochać, miał dobre, brązowe oczy. Właściwie to on był jej ojcem. To do niego najczęściej uciekała z domu. I tak jej nikt nie szukał.  To on zaraził ją „Wyspą skarbów.” To dzięki niemu znała stare powieści J Verne. Słuchali ich długo w noc z audiobooków. Zasypiała przytulona do niego a rano przynosił jej herbatę. To u niego czytała kryminalne powieści Agaty Christie, Rajmonda Chandlera, Grahama Greena a Nawet Umberto Eco. „Imię Róży” oglądali trzy razy. To dzięki niemu była najlepsza w klasie z polskiego. Potrafiła bez trudu napisać wypracowanie albo zwyczajnie ściągnąć z internetu.  Któregoś dnia u wujka pojawiła się wysoka blondynka i to był koniec. Rządziła się tam jak u siebie a on patrzył na Izę i spuszczał wzrok. Na stole było pełno zakupów. To ona wszystko przyniosła. 
Dlaczego nie jesteś w szkole? - spytała
A co cie to obchodzi....?- odpowiedziała Iza zaczepnie, a wujek skulił się na fotelu i nic nie powiedział.
To ta blondyna umieściła ją w bidulu, to ona zabrała jej miejsce. Nienawidziła jej z całego serca. Miała o tym powiedzieć Natalii, ale w porę ugryzła się w język, kiedy zobaczyła jej torebkę. O czym tu mówić? Matka któregoś dnia spytała:  Skąd masz te wszystkie ciuchy? Tak za darmo ci daje? Była pijana i zła, że wódka się skończyła. Daj papierosa powiedziała do córki a jak nie to pójdę na policję. Już ja cię nauczę ty k....!  Od tamtej pory nie zostawała u niego na noc a kiedy mu o tym powiedziała, był przerażony.
O czym tak myślisz?- spytał  Andrzej  
O domu- odparła
      -Może obejrzysz film a ja tymczasem wezmę prysznic – spytał
      -Ok poradzę sobie - odparła
Mężczyzna wszedł do łazienki a Iza myślała:
-  Co robić? Zostać czy uciekać...? Zamknąć oczy i dawać ? Wujek mówił:” Nie sprzedawaj się tanio” a ten palant jest napalony. Gdyby to był wujek, przytuliłaby się do niego i słuchaliby jakiejś powieści  do północy. Wujek mógł tylko raz w ciągu nocy tylko raz, nie to co jej chłopak, wiecznie nienasycony. Ale  chłopak odszedł. Znalazł dziewczynę z mieszkaniem. Kiedy się o tym dowiedziała, wpadła w szał, krzyczała, płakała, obmyślała zemstę. Czekała całą noc, ale on nie wracał, był u niej. Kiedy w końcu przyszedł, uderzyła go niespodziewanie  a on złapał jej ręce i przycisnął do ściany, Był wysoki i silny. Nie waż się!- krzyknął- bo jak ci oddam, to nie wstaniesz. To był najpiękniejszy chłopak w bidulu. Na Facebooku miał z tysiąc lajków. Wszystkie dziewczyny za nim latały. Jeszcze niedawno nie wychodził z pokoju, który zajmowała a teraz jej unikał i cały wieczór wisiał na telefonie. Złapała doniczkę i rzuciła o beton. Spadła z trzaskiem z drugiego piętra i rozsypała się. Iza chwyciła suszarkę do włosów i już miała wyrzucić, ale wstrzymała się. Przyda mi się- pomyślała. Znajdę sobie takiego, że zbieleje. A teraz patrzyła  w okno wspominając swój wybuch:
Byłam głupia. Wydawała mi się, że nie mogę bez niego żyć, że jestem niczym. A jednak żyję. 
Kiedy Andrzej wszedł do pokoju   Iza powiedziała: 
-Teraz ja wezmę prysznic. Dasz mi ręcznik?
Oczywiście -odparł. Możesz także wybrać sobie koszulkę -wskazał na szufladę w szafce nocnej.
Iza wybrała biały ręcznik i T-shirt.
Jaki porządek- powiedziała z uznaniem!
Lubię czysto- odparł krótko i wyciągnął się na łóżku w  niebieskim płaszczu kąpielowym, który kupił z poprzednią dziewczyną.
Iza długo zajmowała łazienkę. Spoglądał na zegar niecierpliwie.
Co ona tam robi...? myślał
Żyjesz...? - zapukał
Już wychodzę- odparła a po chwili weszła do pokoju w jego koszulce i krótkich bawełnianych szortach. Włosy owinęła ręcznikiem. 
Czego się napijesz?- zapytał wstając
Może być martini- odparła siadając na kanapie.
Cieszę się, że zostałaś- powiedział
Wyjął z lodówki butelkę i postawił obok na maleńkim stoliku na kółkach a potem wyjął  kieliszki ze szklanej szafki przytwierdzonej do ściany.
Iza wypiła prawie cały kielich i nerwowo przerzucała kanały: wszystkie po kolei. Znalazła znajomy film wg powieści Agaty Christie i odłożyła pilot. Usiadł obok niej ale na podłodze, na miękkiej skórze owczej. Wypił wino i nalał następny kieliszek
Masz piękne szkło- powiedziała
To ona je wybierała- odparł
Iza wiedziała o kogo chodzi. Andrzej podszedł do okna i zapalił świecę. Płomień prężył się na żołędzi.
Ciepło tu -powiedział i zdjął szlafrok. Miał na sobie krótkie i luźne gatki oraz bawełnianą koszulkę w pastelowych kolorach. Usiadł na podłodze tak samo jak poprzednio.
Jest opalony, zadbany i nie ma brzucha- pomyślała dziewczyna i zdjęła z głowy turban. Mokre włosy rozsypały się wokół głowy.
Ale jesteś piękna...powiedział biorąc jej rękę a potem rozchylił ją delikatnie i pocałował wewnątrz dłoni
Ładnie pachniesz, bardzo lubię ten zapach- powiedziała dziewczyna i poczuła się prawie bezpiecznie.
Te perfumy zawierają feromony-dodał z uśmiechem, bawiąc się jej dłonią 
Ty nawet nie wiesz,  jak mnie to cieszy... Jak mnie to cieszy, że tu jesteś- dodał 
Olbrzymi fallus migotał na oknie i spływały z niego ogromne, woskowe krople.








poniedziałek, 7 maja 2018

Nowy dom



Długo mnie tu nie było. Od listopada jeżdżę inną drogą


Bo czeka na mnie inny dom


 I piękne, leśne drogi



  I mijam cmentarz starych drzew...


I odpoczywam w odnowionym pokoju, gdzie zostawiłam fragmenty starych tynków


I powiesiłam obrazy....

Ale zanim do tego doszło- wytrwale pracowałam: skrobaczką, szlifierką, wiertarką, pędzlami szczotkami i czym tylko się da. Starą, przedwojenną terakotę w łazience pokrywały grube warstwy farb olejnych. tak samo było ze ścianami w kuchni. Smarowałam je bondexem i powoli usuwałam. Toksyczny środek - zwłaszcza zimą, gdy okna trudniej otworzyć.




czwartek, 21 września 2017

Homo Konopnicka

Homo Maria
O tym, że Iwaszkiewicz był homoseksualny wiedzą prawie wszyscy i w tej sytuacji bohater „Panien z Wilka” staje się zrozumiały i czytelny. Ale Konopnicka…? To nawet w wyobraźni nie przyszło mi na myśl a jednak taką tezę stawia Krzysztof Tomasik w swojej książce „ Homobiografie”. Pamiętam jak na studiach wychwalał poetkę jeden z młodych doktorów na zajęciach z literatury polskiej. Jego opowieść o pisarce bardzo mi imponowała. Odeszła od męża z szóstką dzieci i utrzymywała je samodzielnie grając na pianinie.
K. Tomasik o muzyce nie wspomina, ale mówi o korepetycjach i kreśli obraz sprytnej „ baby”, która przywdziewa maskę dostojnej „matki Polki” i wysiewa wiersze „ku pokrzepieniu serc”, które się sprzedają jak disco polo. Dlaczego mój doktor z zajęć nie wspomniał, że mężczyźni jej nie interesowali…? I jak pomimo tego doszło do urodzenia ośmiorga dzieci…? Wiek dziewiętnasty nie był łaskawy dla kobiet a ona odeszła od męża, wyprowadziła się z prowincji do Warszawy z szóstką dzieci (dwoje zmarło w niemowlęctwie), została naczelną redaktorką pisma „Świt” i po prostu poradziła sobie. Czy dałaby sobie radę bez egoizmu i siły przebicia…? Wtedy nie było rozwodów ani alimentów. Kobieta bez męża nie liczyła się. Kiedy najmłodsza córka poszła do szkoły, umieściła ją w internacie i wyjechała z Warszawy. Przyczyniły się do tego także wyczyny starszej córki - pięknej Heleny, która dopuściła się kilku kradzieży, sfingowała swoje samobójstwo i ponoć targnęła się na życie matki a poetka bardzo dbała o swój wizerunek i te skandale były nie do strawienia. Kiedy Helena zostaje uznana za „niepoczytalną” i zamknięta w zakładzie dla obłąkanych Konopnicka wysyła jej jedynie kilka lub kikanascie rubli miesięcznie i to wszystko. Żadnych kontaktów. W ogóle o niej nie wspomina. Pozostałe dzieci wspierała finansowo, odwiedzała je, ale była w bezpiecznej odległości. Krążyła pomiędzy Wenecją, Krakowem, Zakopanem, Warszawą i Żarnowcem, gdzie społeczeństwo podarowało jej dworek. Kiedy najmłodsza córka Laura marzy o karierze aktorki, skutecznie intryguje, by jej to uniemożliwić, ponieważ córka aktorka nie pasowała do wizerunku, jaki tworzyła dla szerokich mas. Nawet w prywatnych listach wspominała, że stara się pisać tak, jakby te listy miał czytać żandarm. Kiedy miała 47 lat spotyka malarkę-Marię Dulębiankę i spędza z nią dwadzieścia lat. W listach nazywa ją Piotrkiem albo „Pietrkiem z wytartymi łokciami” . Malarka ostrzyżona na jeża, w krawacie, surducie i prostej spódnicy, polowała i jeździła konno. Kiedy się poznały, miała 28 lat i zapowiadała się na artystkę a jednak została portrecistką poetki i aktywistką zaangażowaną w równouprawnienie kobiet. Razem mieszkały i podróżowały. Konopnicka pisała w listach: „byłyśmy, pojechałyśmy, wyjeżdżamy…” bez żadnych tłumaczeń. Dlaczego była tak atrakcyjna dla młodszej o 19 lat malarki…? Krzysztof Tomasik mówi, że na początku swojej kariery Maria była odbierana jako kontrowersyjna. Jej pierwsza książka („Z przeszłości”) dotyczyła ludzi nauki prześladowanych przez chrześcijan i wywołała burzę w kręgach katolickich. Była niewątpliwie zdecydowana i odważna a przy tym umiała wykreować wizerunek spełniający powszechne oczekiwania. Był to obraz matki całkowicie oddanej rodzinie z sierocym podtekstem z dzieciństwa przy czym o młodszym bracie pisała jako o starszym, do prasy zawsze dawała zdjęcie nieaktualne, sprzed kilkunastu lat , nosiła kapelusze z kwiatami, długie suknie, wygłaszała odpowiednie, dostojne przemówienia i znakomicie odgrywała rolę celebrytki tamtego stulecia. Zmarła w 1910 roku w wieku 68 lat. Dulębianka zorganizowała swojej towarzyszce wspaniały pogrzeb we Lwowie. W 1919 zaraziła się tyfusem plamistym od polskich jeńców i zmarła. Pochowano ją w grobowcu poetki a później przeniesiono na pobliski cmentarz Orląt lwowskich.

poniedziałek, 4 września 2017

Spotkanie


Mały chłopczyk wszedł na wzgórze wśród kwiatów i malowniczych domów




    a potem   wziął ulubiony rower

























i powoli sprowadził go w dół




























 Jeździł wśród  pagórków i kamiennych mostów  


 W oddali za ogrodzeniem zobaczył coś tajemniczego


  Co to może być...?

                                                             
                                                             Ale jesteś wielki... !


poniedziałek, 28 sierpnia 2017

700 lat Lublina

Na Placu Litewskim w Lublinie nowe, kolorowe fontanny. Miasto wypiękniało. W nocy pełno turystów i polskich i zagranicznych. Wygląda to naprawdę radośnie. Jedynie dworzec autobusowy i stary bazar w pobliżu zamku urąga Europie- ale nie wszystko na raz. Któregoś dnia po prostu go nie poznam tak samo jak tego placu...









   A teraz pora wracać pod Krakowską Bramę





     i przejść po bruku w stronę zamku



albo skręcić w boczną uliczkę



 a potem drugą

    

niedziela, 20 sierpnia 2017

Matrioszka


Bilet wydrukowany, walizka na kółkach, krótka rozmowa z ochroniarzem o kiepskim stanie toalety w city Pabianice i już podjeżdża mój pociąg. Przyjechał punktualnie z południowej Polski. Wsiadam i idę na wykupione miejsce przy oknie do wagonu numer sześć. A tu zajęte. Dziadek z wnuczkiem ze Śląska. Wnuczek dobrze wygląda i ma dwanaście lat, więc trudno. Nie będę stała w przejściu aż do Białegostoku. Dziadek też nie ma miejscówki, ale było wolne, więc usiadł. Wybrał się do Warszawy z czterema chłopcami na zwiedzanie i do planetarium. Trzech pozostałych w następnym wagonie. Dziadek prowadzi wnuczka do starszych i wraca. Pyta o to, o tamto..., ja odpowiadam uprzejmie ale za cicho... On nie słyszy na ucho od mojej strony, więc odpowiadam coraz głośniej. Już pół wagonu nas słyszy.... Już wiem, że wynajął pokój w hotelu i gdzie mieszkają dzieci i że był stolarzem. Wyciągam książkę, żeby poczytać i wybrnąć z sytuacji, ale on pyta o fotografie, gdzie to są takie ładne miejsca....? Zdjęcia nie podpisane. To książka Bryana Petersona na temat kompozycji i jak robić zdjęcia - odpowiadam. Szkoda, ten most taki piękny, może z wnukami by pojechał...? Ale to w Nowym Yorku...! Na szczęście Centralna już blisko i zaraz wysiądzie myślę po cichu. W tym momencie przychodzi wnuczek i siada mu na kolanach. Duży, silny chłopiec na szczupłych kościach starszego pana a za chwilę przychodzą inni- wysokie smukłe chłopaki. Najstarszy ma szesnaście lat.
I coś mnie nagle zdumiewa w tej sytuacji, bo nastolatki w tym wieku ganiają za dziewczynami a oni skupieni wokół dziadka, który niedosłyszy. I widać, że dziadek jest ważny.
Do widzenia. Zapada cisza. Obok mnie wolne miejsce a Intercity nabiera rozpędu. Przeglądam pisma kobiece, dobre rady, wyglądam przez okno a tu pociąg stanął. Czemu tak długo?- pytam konduktora. Drzwi się zacięły. Mija dwadzieścia minut a one nadal otwarte. Ale ja mam tylko sześć minut na przesiadkę do Ełku... - mówię do kierownika. Kierownik zdenerwowany, wychodzi, wchodzi a drzwi nic, przymarzły od klimy czy co...? aż czupryna porudziała ze stresu. Wreszcie jedziemy! Zamknęły się! Żeby tylko się otworzyły jak dojedziemy na miejsce...- myślę i spoglądam na młotek. W razie czego wybiję szybę...
Dojeżdżamy do Białegostoku. Już po czasie..., trudno pojadę następnym ale przez głośniki słychać ogłoszenie: „Podróżni do Suwałk i Ełku wasze pociągi czekają na drugim peronie, proszę zwrócić uwagę na bagaż podręczny” Chwytam swoją walizkę, rozpalam kółka i pędzę po klepkach aż do Przewozów Regionalnych a tu cisza i spokój. Wagony prawie puste, wyścielone czerwonym pluszem, poprzecieranym i rzadkim ale ile miejsca...! Czuję się jak u siebie, wyciągam jabłko i nogi i patrzę jak mój pociąg powoli, powoli wyjeżdża z Białego... Biletu nie mam, bo przez internet można wykupić jedynie na intercity a dalej ani rusz. Czemu tak? Nie wiem. Przegryzam jabłko i wyglądam przez okna. Pojawia się konduktorka: uśmiechnięta i jasna, pulchna jak matrioszka a ja zaczynam szukać portfela. A ona do mnie powolnym, słodkim głosem zaciągającym :
  • A niech nie szuka.., niech spokojnie zje japko..., ja pójdę dalej, obejde wagony i kupi sobie jak wróce. A może poczekam...?”
    I siada na wprost mnie jak najpiękniejsza dynia... Włosy jasne związane z tyłu, buzia jak księżyc w pełni, spodnie granatowe, za ciasne, urzędowa koszula... Ja zaniemówiłam a ona prawi dalej:
  • Oj nie ma biletu....? Jaka szkoda, będzie musiała zapłacić osiem złoty drożej... Niech je, ja mam czas, ja poczekam.

                              I to jest właśnie istota Podlasia– serce rośnie.




Rozwód w Ełku

W jednym ze swoich wykładów Ajahn Brahm mówi o rozwodzie jak o wielkim pączku. Że powinien być wielkim świętem, na które sprasza si...