sobota, 8 września 2018

Jezioro Bodeńskie


Śniło mi się, że pojechałam z niemowlęciem do Yorka Jordana. Jechałam pociągiem nad Jezioro Bodeńskie, gdzie stoi jego dom. Kiedy weszłam z dzieckiem do pokoju, nikt nie był zdziwiony. Jego żona krzątała się po mieszkaniu. Musiałam przewinąć dziewczynkę. Położyłam ją na miękkim dywanie, na podłodze. Dziecko machało nóżkami. Było czyste i roześmiane. Byłam zdziwiona, że mam tylko jedną pieluszkę. Skąd to dziecko? Nie wiem. Zbyszek leżał na łóżku i nic nie mówił. To trwało dość długo. Ucieszyłam się, kiedy wstał i zaczął rozmowę. Nie widzieliśmy się bardzo długo. Był inny i odległy. Wyszłam do łazienki, która wyglądała jak grota solna. Ale to był kwarc połyskujący w lustrach i łagodnych światłach. Jaskinia z pięknymi kranami i umywalkami. Przezroczysta kabina prysznicowa była niezauważalna. Daleko w głębi stał sedes. Toalety stały w szeregu zatopione w kamieniach. Było pięknie i czysto jak przy wschodzie słońca. Odkręciłam kran i rozebrałam się. Opalona skóra połyskiwała w lustrze. I w tym momencie pojawił się księgowy.
 - Skąd się tu wziąłeś- spytałam.
- Byłem w głębi- Nie zauważyłaś mnie- odpowiedział.
Mniejsza o to - pomyślałam – ignorując go, ale otworzyły się drzwi i kilka osób zaczęło zaglądać do środka.
    Obudziłam się i pomyślałam, że powinnam znów pisać. Może o kimś, komu to obiecałam na początku roku przed wejściem do stolarni...?



Koguciny i Senegal

Trzeciego listopada ubiegłego  roku, kiedy odbywały się dziesiąte z kolei-  sławne "Koguciny" w  nie mniej sławnej "Kuźni sm...