niedziela, 20 sierpnia 2017

Matrioszka


Bilet wydrukowany, walizka na kółkach, krótka rozmowa z ochroniarzem o kiepskim stanie toalety w city Pabianice i już podjeżdża mój pociąg. Przyjechał punktualnie z południowej Polski. Wsiadam i idę na wykupione miejsce przy oknie do wagonu numer sześć. A tu zajęte. Dziadek z wnuczkiem ze Śląska. Wnuczek dobrze wygląda i ma dwanaście lat, więc trudno. Nie będę stała w przejściu aż do Białegostoku. Dziadek też nie ma miejscówki, ale było wolne, więc usiadł. Wybrał się do Warszawy z czterema chłopcami na zwiedzanie i do planetarium. Trzech pozostałych w następnym wagonie. Dziadek prowadzi wnuczka do starszych i wraca. Pyta o to, o tamto..., ja odpowiadam uprzejmie ale za cicho... On nie słyszy na ucho od mojej strony, więc odpowiadam coraz głośniej. Już pół wagonu nas słyszy.... Już wiem, że wynajął pokój w hotelu i gdzie mieszkają dzieci i że był stolarzem. Wyciągam książkę, żeby poczytać i wybrnąć z sytuacji, ale on pyta o fotografie, gdzie to są takie ładne miejsca....? Zdjęcia nie podpisane. To książka Bryana Petersona na temat kompozycji i jak robić zdjęcia - odpowiadam. Szkoda, ten most taki piękny, może z wnukami by pojechał...? Ale to w Nowym Yorku...! Na szczęście Centralna już blisko i zaraz wysiądzie myślę po cichu. W tym momencie przychodzi wnuczek i siada mu na kolanach. Duży, silny chłopiec na szczupłych kościach starszego pana a za chwilę przychodzą inni- wysokie smukłe chłopaki. Najstarszy ma szesnaście lat.
I coś mnie nagle zdumiewa w tej sytuacji, bo nastolatki w tym wieku ganiają za dziewczynami a oni skupieni wokół dziadka, który niedosłyszy. I widać, że dziadek jest ważny.
Do widzenia. Zapada cisza. Obok mnie wolne miejsce a Intercity nabiera rozpędu. Przeglądam pisma kobiece, dobre rady, wyglądam przez okno a tu pociąg stanął. Czemu tak długo?- pytam konduktora. Drzwi się zacięły. Mija dwadzieścia minut a one nadal otwarte. Ale ja mam tylko sześć minut na przesiadkę do Ełku... - mówię do kierownika. Kierownik zdenerwowany, wychodzi, wchodzi a drzwi nic, przymarzły od klimy czy co...? aż czupryna porudziała ze stresu. Wreszcie jedziemy! Zamknęły się! Żeby tylko się otworzyły jak dojedziemy na miejsce...- myślę i spoglądam na młotek. W razie czego wybiję szybę...
Dojeżdżamy do Białegostoku. Już po czasie..., trudno pojadę następnym ale przez głośniki słychać ogłoszenie: „Podróżni do Suwałk i Ełku wasze pociągi czekają na drugim peronie, proszę zwrócić uwagę na bagaż podręczny” Chwytam swoją walizkę, rozpalam kółka i pędzę po klepkach aż do Przewozów Regionalnych a tu cisza i spokój. Wagony prawie puste, wyścielone czerwonym pluszem, poprzecieranym i rzadkim ale ile miejsca...! Czuję się jak u siebie, wyciągam jabłko i nogi i patrzę jak mój pociąg powoli, powoli wyjeżdża z Białego... Biletu nie mam, bo przez internet można wykupić jedynie na intercity a dalej ani rusz. Czemu tak? Nie wiem. Przegryzam jabłko i wyglądam przez okna. Pojawia się konduktorka: uśmiechnięta i jasna, pulchna jak matrioszka a ja zaczynam szukać portfela. A ona do mnie powolnym, słodkim głosem zaciągającym :
  • A niech nie szuka.., niech spokojnie zje japko..., ja pójdę dalej, obejde wagony i kupi sobie jak wróce. A może poczekam...?”
    I siada na wprost mnie jak najpiękniejsza dynia... Włosy jasne związane z tyłu, buzia jak księżyc w pełni, spodnie granatowe, za ciasne, urzędowa koszula... Ja zaniemówiłam a ona prawi dalej:
  • Oj nie ma biletu....? Jaka szkoda, będzie musiała zapłacić osiem złoty drożej... Niech je, ja mam czas, ja poczekam.

                              I to jest właśnie istota Podlasia– serce rośnie.




4 komentarze:

  1. Takie jest Podlasie. Otwarte i serdeczne, ale smakuje jak wytrawne wino...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to- otwarte i serdeczne i czas wolniej płynie i wiele szlaków rowerowych. A wino pod jabłonią na drewnianym stole w miłej kompanii: do kolacji wytrawne, do ciasta deserowe.

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Dzięki Ryszardzie.To się nazywa wsparcie...! W kilka dni objechałam pół Polski:)

      Usuń

Jezioro Bodeńskie

Śniło mi się, że pojechałam z niemowlęciem do Yorka Jordana. Jechałam pociągiem nad Jezioro Bodeńskie, gdzie stoi jego dom. Kiedy weszłam ...