niedziela, 6 października 2013

Przyszedłeś do mnie w żelazne popołudnie



Przyszedłeś do mnie w żelazne popołudnie
kiedy na schodach czerwieniało słońce
rozpadały się Twoje policzki
obcięte włosy leżały na podłodze
Twoich koszul nie było na wietrze

Dotykałeś mnie kropelkami strun
Pociąg tłukł się powoli w letnią noc
wagony drugiej klasy były prawie puste
świerki szumiały w ciele
w dolinie zimnego piwa
wschodziły ziarna kakaowców
Znam datę- powiedziałeś
umarł mój ojciec i przyjaciel
nie mam dokąd pójść
pozwól podzielić się czułością

o czwartej nad ranem widziałam Cię na peronie
ostatni raz
drżałeś z zimna


 Wszystkie modlitw jak smukłe kasztany

 wyrastały wysoko  i zamieniały się w stal

 granatowe gwoździe  oplatały ławki

 białe konie  na chwiejnych nogach

 wstały ostatni raz  i odjechały do obozu

                         


                                 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jezioro Bodeńskie

Śniło mi się, że pojechałam z niemowlęciem do Yorka Jordana. Jechałam pociągiem nad Jezioro Bodeńskie, gdzie stoi jego dom. Kiedy weszłam ...