wtorek, 15 października 2013

To tylko sen



Odległe domy i pociemniałe trawniki wydawały się obce. Nie miałam znajomych ani przyjaciół. Potem byłam w wielkim, drewnianym łożu z kilkoma osobami. Po prawej stronie  kobieta - Grzechotnik- rozmawiała z koleżanką a po lewej był młody mężczyzna, którego pamiętałam z dzieciństwa. Przystojny ale nadęty. I to właśnie on przytulał się do mnie. Przez chwilę wydawał się inny, jednak nad ranem odszedł z Grzechotnikiem. Okazało się, że mieszkam na terenie jego fabryki. Poszłam tam, ale poza nim nie było nikogo.  Siedział pochylając się nad biurkiem w rozległym pomieszczeniu na poddaszu. Nie powiedziałam nic. Skrzypiały drzwi drewnianej ciemnej szafy i bujał się na dywanie drewniany dziecięcy konik.   Weszłam do pustego pokoju zalanego światłem i wstawiłam do wazonu kwitnące krzewy. Postawiłam go na wąskiej, ruchomej półce z której mógł spaść. Ten pokój był mi obcy ale to w nim mieszkałam. Na stole położyłam klucz ze swoim imieniem i nazwiskiem. Miał numer 24. Kiedy zapadł wieczór, przyszedł po niego woźny i powiedział, że powinnam wytłumaczyć dyrektorowi, dlaczego zabrałam klucz do klasy. Byłam zdziwiona, bo przecież na doczepionej do niego plakietce było moje nazwisko. Jednak poszłam do szkoły, by to wyjaśnić. Okazało się, że tam nie ma przedmiotów takich jak polski , przyroda czy matematyka. Są przedmioty – nazwiska. Na pierwszym miejscu był pan Needs a ja na dwudziestym czwartym. Weszłam do pustej klasy i przypomniałam sobie, że mam jeszcze jedną pracę, w której dawno nie byłam, choć wciąż figuruję na liście. Powinnam przygotowywać maturzystów do egzaminu a zapominam o nich.  Czułam się fatalnie. Obeszłam pierwsze piętro i drugie. Tylko w jednej klasie trwała lekcja. Moje kroki szły za mną po posadzce. Zeszłam na dół a potem do podziemi z pięknymi łukami. I wreszcie znalazłam dyrektora. Siedział  przy wielkim, drewnianym stole ze swoją świtą  i jadł placki, które smażył na głębokim tłuszczu jeden z uczniów. Oddałam klucz,  plącząc się w wyjaśnieniach. Księgowa i sekretarka uśmiechały się kpiąco.  Pomyślałam, że teraz nie będę mogła otworzyć mieszkania.

    Obudziłam się z ulgą. W moim ciepłym pokoju tyka zegar, delikatnie niebieska firanka zasłania okno. To był sen z przeszłości. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jezioro Bodeńskie

Śniło mi się, że pojechałam z niemowlęciem do Yorka Jordana. Jechałam pociągiem nad Jezioro Bodeńskie, gdzie stoi jego dom. Kiedy weszłam ...